Zbrodnia w barokowym Tarnowie - rozmowa z Krystianem Janikiem
access_time 2018-09-14 17:02:00
Zapraszamy do lektury rozmowy z młodym, obiecującym pisarzem i poetą, Krystianem Janikiem, który swoją debiutancką powieścią "Pomsta - opowieść z dziejów miasta Tarnowa" przebojem wdziera się do świata literatury.

Tarnów zaczyna dorabiać się własnych kryminałów. Najpierw Piotr Liana, teraz Ty... Czy Tarnów potrafi zainspirować do tworzenia kryminalnej powieści?

Tarnów jest na pewno miastem, które skrywa wiele tajemnic. Z tym, że dla mnie owe tajemnice skrywają się w czasach minionych, czyli w Tarnowie średniowiecznym, renesansowym i oczywiście barokowym. Choć muszę przyznać, że na początku planowałem pisać o współczesnym Tarnowie. Miał to być horror związany z wiaduktami...

No tak, trzeba przyznać, że przewlekłe remonty wiaduktów to dla Tarnowa prawdziwy horror (śmiech)

Nie wracajmy do tamtego przerażającego czasu (śmiech). Wiadukty długo blokowały dojazd do miasta, szczególnie od strony ulicy Krakowskiej. Usłyszałem gdzieś informację o wiadukcie, w miejscu którego dawniej znajdował się cmentarz, stąd przez dłuższy czas prace przy nim były utrudnione. Pomyślałem, że to dobry temat i świetny pomysł na horror z Tarnowem w tle. Jednakże z drugiej strony horrory nie są tak popularne w Polsce. Oczywiście wypływają pisarze, tacy jak Stefan Darda, którego całkiem nieźle się czyta, ale stwierdziłem, że może lepiej będzie zacząć od kryminału.

Kiedy i w jakich okolicznościach zrodził się pomysł na książkę?

Pierwszą swoją powieść napisałem w 2014 roku, nosiła tytuł "Opowieści weneryczne", zaś gatunkowo najbliżej było jej do horroru. Akcja rozgrywała się w fikcyjnym mieście, które miało w sobie elementy architektoniczne Tarnowa, jak choćby Rynek, Ratusz czy Stary Cmentarz. Powieść przeleżała w szufladzie pół roku. Sam do końca nie wiedziałem, co z nią robić i ostatecznie nie zrobiłem nic. W 2015 roku miasto ogłosiło kolejny już konkurs na stypendium artystyczne. Zaproponowałem wówczas powieść promującą Tarnów i jego historię. Oczywiście była to "Pomsta", aczkolwiek w zupełnie innej formie. W 2012 roku, studiując polonistykę, pisałem pracę dyplomową dotyczącą obrazowania w poemacie Klemensa Bolesławiusza "Przeraźliwe echo trąby ostatecznej" u profesora Andrzeja Borowskiego, specjalisty od literatury staropolskiej. I właśnie to dzieło zainspirowało mnie do stworzenia konstrukcji powieści. W mojej książce zamiast rozdziałów są echa siedmiu anielskich trąb. To więc na pewno była pierwsza inspiracja. Druga to Tarnów. Poruszyła mnie stara miejska legenda, nieco zapomniana, aczkolwiek przy różnych okazjach przypominana. Mówię oczywiście o miejskich tunelach, wydrążonych w połowie XV wieku przez Jana Amora Tarnowskiego, które miały się rozciągać od Góry Świętego Marcina aż po klasztor Ojców Bernardynów. Postanowiłem połączyć fascynację literaturą barokową z dawnym Tarnowem i jego dotąd niewyjaśnionymi tajemnicami. Zacząłem przeglądać archiwa, rejestry osób mieszkających w  XVII-wiecznym Tarnowie, czytać o wydarzeniach, jakie miały wówczas miejsce i utwierdziłem się w przekonaniu, że tamten okres jest szalenie inspirujący i znacznie ciekawszy niż czasy współczesne, oczywiście literacko. Zależało mi też żeby w tytule pojawiła się nazwa miasta, wszakże taki zabieg znacznie zwiększa zainteresowanie książką, przynajmniej w regionie, wśród mieszkańców miasta, a przede wszystkim stanowi swoistą promocję dla samego miasta. Tarnów nie ma książki, wchodzącej w skład popularno-komercyjnego obiegu głównego, którą mógłby się promować. Dobrym przykładem jest tu Sandomierz, miasto w którym rozgrywają się kryminały Zygmunta Miłoszewskiego. Dziś, dzięki tym kryminałom Sandomierz, który jest miastem mniejszym od Tarnowa, bardzo dobrze prosperuje jeśli chodzi o turystykę.

Czytujesz swoich "kryminalnych" kolegów po fachu?

Odpowiem z przykrością – rzadko. Od kiedy zacząłem pisać „Pomstę” podchodzę ostrożnie do czytania kryminałów, albowiem zawsze istnieje jakieś ryzyko wiążące się z nieświadomym powielaniem pewnych schematów, pomysłów. Bardziej skupiłem się na książkach historycznych, które pomogłyby mi zajrzeć w serce dawnego Tarnowa.

No właśnie. Pisanie powieści historycznych, czy powieści z wątkami historycznymi, wiąże się z długotrwałymi, często żmudnymi badaniami epoki. Jak wiele czasu zabrało Ci zbieranie informacji i gdzie ich szukałeś?

Powieść pisałem równo rok czasu. Kiedy ją napisałem, zacząłem pracę nad tłem historycznym. Oczywiście ogólny zarys ówczesnego miasta znalazł się w pierwszym manuskrypcie, ale wymagał mocnego dopracowania. Największy problem miałem z zamkiem na Górze Świętego Marcina, który w 1700 roku niszczał i życie zaczęło go już opuszczać.  W mojej powieści tenże zamek wciąż bardzo dobrze funkcjonuje. Jest też oczywiście mnóstwo wiernie oddanych wątków historycznych, a na kartach „Pomsty” są wspominani znakomici tarnowianie. Podczas konstruowania tła historycznego korzystałem z zasobów m.in. Muzeum Okręgowego w Tarnowie i działu starodruków Biblioteki Miejskiej, gdzie można znaleźć sporo materiałów z tamtego okresu. Na całe szczęście żyjemy w dobie Internetu, gdzie można znaleźć praktycznie wszystko, więc nie musiałem każdego dnia biegać po bibliotekach (śmiech).

Opisując staropolskie menu z pewnością inspirowałeś się też pierwszą polską książką kucharską, czyli "Compendium Ferculorum" Stanisława Czernieckiego, a czy w opisach lęków i wierzeń ówczesnych ludzi, można szukać śladów demonologii ludowej?

W „Pomście” pojawiają się elementy demonologii ludowej. Jednym z bohaterów mojej książki jest strach człowieka doby staropolskiej. Tenże strach był wywoływany przez rozmaite czynniki – lękano się ognia, albowiem w pożarach ludzie tracili cały swój dobytek; drżano przed nadejściem nocy, wszakże w ciemnościach czaiło się mrowie piekielnych wysłanników, a także dzikie zwierzęta i skrytobójcy. Cyklicznie ludność dziesiątkowała morowa zaraza i wojny niosące zniszczenia i głód. Ten strach mnożył się na ziemiach polskich, szczególnie w okresie baroku. Materializował się w poezji, prozie, malarstwie i w postaci grzmiącego o przeraźliwych mękach piekielnych kaznodziei. Barok bardzo upodobał sobie rozkład i apokaliptyczne wizje. „Pomsta”, czyli tytuł mojego kryminału staropolskiego, ma dwojakie znaczenie – poza tradycyjnym, dzisiejszym rozumieniem pomsty jako zemsty, pomsta w języku staropolskim oznaczała również Sąd Ostateczny. A co do powieściowego menu, to potwierdzam, że zostało skomponowane na podstawie książki kucharskiej „Compendium Ferculorum, albo zebranie potraw” pióra XVII-wiecznego mistrza kuchni Stanisława Czernieckiego. Wszystkie opisane przeze mnie potrawy istniały, aczkolwiek może niekoniecznie znajdowały się na wskazanych przeze mnie stołach (śmiech).

Język "Pomsty" w dużej mierze stylizowany jest na XVII-wieczną polszczyznę...

Staropolszczyzna pojawia się przede wszystkim w dialogach, po to właśnie, żeby oddać język tamtej epoki. Oczywiście jej ilość jest przyswajalna dla współczesnego czytelnika. W pierwszej redakcji książki owa archaizacja była bardziej rozległa i obawiałem się, że może to powodować pewną trudność podczas czytania. Napisałem w tej sprawie do Marka Krajewskiego, który doradził mi, żebym jednak trochę ten język uwspółcześnił i tak też zrobiłem.

Co najbardziej fascynuje Cię w staropolskim Tarnowie?

W barokowym Tarnowie najmocniej fascynuje mnie przestrzeń. Dla mnie, jako pisarza kryminałów, jest to idealne podłoże do napisania historii, która będzie zamknięta w niewielkiej przestrzeni i będzie trzymać przez cały czas w napięciu.

A gdybyś miał możliwość wyboru, nie wolałbyś żyć w XVII-wiecznym Tarnowie?

Zdecydowanie wolę teraźniejszość! Przemawia za tym lepszy dostęp do leków. W dobie staropolskiej większość chorób, na które współczesna medycyna znalazła panaceum, kończyła się rychłą śmiercią.

Masz jakieś ulubione miejsce w Tarnowie, do którego chętnie wracasz?

Na pewno ruiny zamku na Górze Świętego Marcina. Szkoda że nie zachowało się tego więcej, a to co zostało, niszczeje. Jeżeli miasto nic z tym nie zrobi, to za kilka lat nie będzie tam ani jednej cegły.

Wielu krytyków zarzuca pisarzom kryminałów retro, że tworzą literaturę eskapistyczną, która zamiast rozmawiać z czytelnikiem na tematy współczesne, ucieka w przeszłość. Niektórzy idą o krok dalej, sugerując że być może wyczerpała się konwencja tradycyjnie pojmowanego kryminału, a samym pisarzom trudno konkurować z codzienną dawką zbrodni i przemocy serwowaną przez telewizję, Internet, gazety, dlatego właśnie sięgają po kostium historyczny. Co Ty na to?

Moim zdaniem łatwiej jest pisać współczesne kryminały. Wystarczy poczytać gazety, złapać kontakt z policją i otrzymać wgląd do akt etc. Z obserwacji rzeczywistości można napisać dobrą kryminalną historię. Natomiast osadzanie akcji w odległej przeszłości sprawia, że taka powieść jest ciekawsza, ale też trudniejsza do napisania. Dużo łatwiej byłoby mi opisać Tarnów współczesny, albowiem całą jego topografię mam na wyciągnięcie ręki.

A czy motywy zbrodni były takie same jak dziś?

Raczej tak, a jeśli nie taki same, to na pewno bardzo podobne. W czasach baroku zupełnie inaczej działała ludzka wyobraźnia. Widoczna dla ludzkiego oka makabra była nasycana rozmaitymi przeraźliwymi opisami piekielnych kaźni, więc zbrodnia, przynajmniej w mojej powieści, musiała być bardziej widowiskowa, wręcz teatralna. Morderca z „Pomsty” jest znakomitym artystą, który tworzy spektakl, a Tarnów staje się jego sceną.

Jacy są Twoi literaccy ulubieńcy? Oczywiście nie tylko kryminalni.

Moim ulubionym pisarzem jest Fiodor Dostojewski, a książką „Biesy”, które stawiam o stopień wyżej niż „Braci Karamazow”. Poza Dostojewskim cenię twórczość Michaiła Bułhakowa, Nikołaja Gogola, Wieniedikta Jerofiejewa, Adama Mickiewicza, Bolesława Prusa, Tadeusza Micińskiego, Witolda Gombrowicza, Witkacego, Emila Ciorana, Fryderyka Nietzsche. Z autorów współczesnych wyróżniłbym Szczepana Twardocha, Jakuba Małeckiego i Jerzego Pilcha, aczkolwiek do czasu, kiedy pił, bo po przymusowym porzuceniu tegoż nałogu pisanie nie idzie mu najlepiej (śmiech).

Jesteś zwolennikiem filozofii Nietzschego i Ciorana. Czy ma ona jakiś wpływ na Twoje pisanie?

W powieści rozbrzmiewają echa przemyśleń związanych z fatalizmem, nihilizmem, czy rozkładem zachodniej cywilizacji. Jednakże twierdzę, że kryminał powinien unikać nurzania się w filozofii, albowiem droga do bełkotu jest wtedy prosta (śmiech).

Pozwól, że ja też zainspiruję się staropolszczyzną, czy podczas pisania towarzyszy Ci gędźba?

Nieodzowną i niezawodną towarzyszką mojego pisania jest cisza. W mojej powieści można zauważyć, że nie skupiałem się na muzyce z tamtej epoki. Oczywiście pojawiają się jakieś przyśpiewki czy przygrywania w szynkach, ale muzyki samej w sobie w książce jest niewiele. Dlaczego? Gdybym więcej skupił się na salonach, to byłaby również muzyka. Ja jednak stronię od salonów, poruszam się mrocznymi zaułkami miasta.

Czy według Ciebie istnieje morderstwo doskonałe?

Jeśli je opiszę, to tak. Myślę, że dawniej, w czasach o których ja piszę, znacznie łatwiej było dokonać zbrodni doskonałej niż teraz. Dziś mamy już tak duży postęp w genetyce, technikach kryminalistycznych, że wykrywane są zbrodnie sprzed kilkudziesięciu lat.

Niektórzy pisarze jeszcze przed napisaniem książki mają dokładnie rozplanowaną fabułę, inni pozwalają bohaterom prowadzić akcję. Do której grupy Ty się zaliczasz?

Myślę, że do jednej i drugiej, ale bliżej mi do tej pierwszej. Zanim zabrałem się do pracy, miałem wszystko rozplanowane, aczkolwiek jeśli podczas pisania wpadłem na jakiś pomysł, który uznałem za kreatywny, to nie bałem się go wykorzystać.

Zakończę cytatem z klasyka (Chandlera): Pokażcie mi kogoś (bez względu na płeć), kto nie znosi kryminałów, a powiem wam, że to dureń, może nawet nie pozbawiony jakiejś tam inteligencji, ale dureń ponad wszelką wątpliwość. Co Ty na to?

W jakiejś mierze się z tym zgadzam. Nawet jeśli ludzie nie czytają kryminałów, to poszukują zbrodni w filmach, prasie, telewizji czy w Internecie. Zbrodnia, poza tym, że budzi oczywistą grozę, to również w jakiś sposób fascynuje ludzi. Nie chodzi tu więc o samą literaturę, ale o fascynację zbrodnią. Jest to temat, który towarzyszy ludzkości od niepamiętnych czasów i budzi niezmienne zainteresowanie.

Dziękuję za rozmowę, a Państwu polecam lekturę wyrafinowanej, pełnej intertekstualnych odniesień powieści "Pomsta - opowieść z dziejów miasta Tarnowa".

Agnieszka Cichy

Komentarze...