Lekarka z Tarnowa zanurzała twarz dziecka w plamie moczu
access_time 2011-02-02 14:42:01
W bieżącym wydaniu tygodnika TEMI można przeczytać o smutnej i makabrycznej historii maltretowanego chłopca. Jego przybrana matka, lekarka-ortodonta znęcała się fizycznie i psychicznie nad dzieckiem. Poznajcie historię Mateusza.


Maria - lekarka około czterdziestki, zajmująca się diagnozowaniem oraz leczeniem wad i nieprawidłowości zgryzu u dzieci, siedem lat temu wyszła za Ryszarda - nauczyciela akademickiego. Po ślubie zamieszkali w USA. Do Polski wrócili, gdy zezwolono im na adopcję noworodka z ośrodka preadopcyjnego dla porzuconych noworodków w Częśtochowie. Takim sposobem do ich rodziny dołączył Łukaszek, który urodził się z atopowym zapaleniem skóry. Państwo G. zamieszkali w domu w Tarnowie.

Dwa lata później, skontaktowała się z nimi nieuleczalnie chora, była znajoma Ryszarda, która w USA wychowywała czteroletniego Mateusza. Małżonkowie postanowili, że po jej śmierci adoptują chłopca i tak też się stało. Mateusz szybko zaakceptował nową mamę, a przybrany ojciec dbał o to, aby nie zapomniał o biologicznej matce.

Pod koniec 2008 roku rodzina wyjechała na Teneryfę, by tam przywitać nowy rok. Jak relacjonuje przybrany ojciec dzieci w tygodniku TEMI - Wyszedłem z hotelu, ale czegoś zapomniałem i niespodziewanie dla żony pojawiłem się w hotelowym pokoju po kilku minutach. To, co zobaczyłem, wprawiło mnie w osłupienie. Mateusz klęczał i lizał prześcieradło, na które się zsikał. Przerażony chłopiec rzucił mi się na szyję i powiedział, że mama z nim zawsze tak robi. A jeszcze bardziej zszokowało mnie tłumaczenie żony, że czytała gdzieś, iż psu, gdy się zsika na dywan, trzeba w to miejsce wkładać pysk, aby się oduczył...

To jeden z przypadków znęcania się lekarki nad dzieckiem. Kobieta nie pozwalała mu także oglądać bajek Disneya, które lubił i zawsze odliczał dni do soboty, kiedy były emitowane w telewizji. Jak tłumaczyła dziecku, to ona ma prawo do oglądania, bo telewizor został kupiony za jej pieniądze. Tak więc, jak opowiada Ryszard, żona oglądała program o uprawie buraków, podczas gdy na innym kanale leciały ulubione bajki jej syna. Podobnie było podczas wyjazdów do luksusowych kurortów. Dzieci nie mogły wejść do basenu czy pojeździć na nartach, bo miały nałożone kary. Znajomi Ryszarda, apelowali "chłopie, coś z tym musisz zrobić...".

Mąż szukał pomocy w specjalistycznych poradniach, ale Maria odmawiała spotkań z psychologiem. Zwolniła gosposię, bo ponoć powiedziała jej, że pójdzie do piekła za to, co z dzieckiem wyprawia.

Kolejnym makabrycznym przykładem, o jakim opowiada ojciec dzieci na łamach TEMI, to przypadek, gdy wyszedł na chwilę z domu, a po powrocie zastał płaczącego Mateusza. Dziecko powiedziało mu, że mama go uderzyła. Ojciec uspokoił dziecko i położył spać. Nazajutrz odwiózł dziecko do przedszkola. Niestety kilka godzin później otrzymał telefon od przedszkolanki, że syn się przewrócił i wymiotuje. Następnie pediatria oznajmił, że Mateusz jest pobity, ma wstrząs mózgu i musi iść do szpitala.

W święta Bożego Narodzenia 2009 sytuacja się powtórzyła. Chłopiec miał widoczne na głowie ślady po pierścionkach, tych samych, które mąż kupił żonie w prezencie. Gdy Maria włożyła głowę Mateusza do muszli klozetowej, spuszczała wodę i groziła utopieniem, Ryszard zdecydował się iść na policję.

Przesłuchano świadków, ich zeznania potwierdziły, że w domu państwa G. działo się coś złego. Jeszcze bardziej szokujący obraz maltretowanego chłopca wyłania się z tego, co w obecności biegłego psychologa zeznał sam Mateusz:
"Mama mówiła, że mnie kocha i nie cierpi (...) Miałem zdjęcie mojej mamy, które mnie urodziła, i mam książki po niej, ja sobie zdjęcie mamy schowałem za szafą, jak je oglądałem, to zobaczyła mama Maria. Wyrwała mi to zdjęcie, potargała na cztery części i mówiła, że więcej nie wolno mi takich zdjęć oglądać (...) Raz było tak, że jak się zsikałem, to mama mi wkładała głowę w te siki, zawsze kazała wkładać głowę w te siki, ale nie wiem dlaczego (...) Jak Łukasz dał mi cukierka, to ona mi mówiła, że ma wypluć, bo to był cytrynowy cukierek, mój ulubiony. Łukasz się wszystkim ze mną dzieli i nawe jak był miś - witaminka, to mi dał ostatniego. Mama wtedy mi kazała wypluć do sedesu i spuszczała wodę, i powiedziała, że jak nie wypluję, to mnie utopi.

Prokurator zdecydował o zatrzymaniu matki Mateusza. Postawiono jej zarzut psychicznego i fizycznego znęcania się nad sześcioletnim Mateuszem w okresie od grudnia 2008 do 23 czerwca 2010 roku. Po opuszczeniu aresztu lekarka przez pewien czas objęta dozorem policyjnym, a w październiku ub. roku do Sądu Rejonowego w Tarnowie przesłany został akt oskarżenia. Sprawy w sądach utknęły, a lekarka z zarzutami znęcania się nad dzieckiem ma wyłączną, niekontrolowaną opiekę nad Łukaszem, bo Ryszard z Mateuszem zamieszkali w innej części Tarnowa.

Jak dowiedziało się TEMI, matka dziecka złożyła pozew o rozwód i ustalenie praw rodzicielskich.

Ze względu na dobro dzieci redakcja TEMI zmieniła personalia opisywanych postaci.


Więcej w bieżącym wydaniu TEMI nr 5 (1591) 2 lutego 2011 r.

Komentarze...