Kibice w świetle nieco innym
access_time 2006-03-07 14:12:06
W tarnowskim światku sportowym, jest wiele niuansów, które decydują o tym, że na stadionach pojawia się coraz mniej ludzi. Większość twierdzi, że na mecz nie ma sensu iść, bo tylko można dostać po głowie. Ale czy faktycznie tak jest? Czy rzeczywiście zastanawiamy się nad wszystkim co nas otacza wystarczająco dokładnie, by wydawać takie sądy?
    Nie ukrywam, że tym razem nie będziemy się skupiać na licznych wybrykach chuligańskich tarnowskich (i nie tylko) “kiboli”, ale spróbujemy przedstawić ich jako grupę świetnie zorganizowanych ludzi, którzy dbają również o oprawę. Wszak szalikowcy to nie jest jednolita eskadra niewyżytych małolatów, którzy każdy swój wolny czas spędzają albo na podnoszeniu sztangi, albo na tłuczeniu się między sobą. Tak widzi to wiele osób, bo tak przedstawiają sprawę media i Ci, którym to po prostu pasuje (w tym miejscu ze strony najbardziej zainteresowanych pewnie padłoby wiele nieprzyjemnych słów). Wiele walk moja osoba musiała stoczyć, aby przekonać pewną studentkę rewalidacji, że to, co przeczytała w swoich mądrych książkach wcale nie jest takie jak rzeczywistość (później, podobnymi argumentami zdołała zasiać ziarno zrozumienia całej sytuacji nawet u swojego wykładowcy, czyli mój talent pedagogiczny nie poszedł całkiem na marne). Miejmy nadzieję, że Państwo też postaracie się zrozumieć, że kibice mają dwa oblicza (conajmniej). Jedno, to to, które dzisiaj pomijamy, bo i tak wiemy o nim wszystko (choć w trakcie zbierania materiałów do tego artykułu przekonałem się, że to wszystko jest tylko kroplą w morzu możliwości),  a drugie, to obraz ludzi w pełni pochłoniętych w organizację widowisk przedstawianych obok tych, dziejących się czy to na boiskach, torach żużlowych i parkietach. Niekiedy nazywani “Ultras”, choć słowo to w rzeczywistości przedstawiało nieco inne zachowania, ale ewoluowało do potrzeb naszej kultury i środowiska.

    Nie ukrywam, że od tego momentu skupiam się głównie na sekcji żużlowej Unii Tarnów, bo ten przykład pozwoli na lepsze zrozumienie ze strony odbiorców (to właśnie na obiekcie przy ulicy Zbilitowskiej zasiada blisko 20 tys. kibiców). Mimo to, postaram się nie zaniedbywać sekcji piłkarskich dwóch największych frakcji, Unii i Tarnovii (ci ostatni w przeciągu ostatnich kilku lat stali się nieco mniej aktywni, jednak na najważniejszych meczach w sezonie prezentują się dość dobrze). Niestety, ale poza nimi nikt już nie liczy się w tej walce. Po prostu brakuje zarówno kibiców, jak i pieniędzy na organizację podobnych przedsięwzięć w niższych ligach. Pod znakiem zapytania stoi także sens organizacji oprawy za kilkaset złotych. Oczywiście nie można porównywać osiągnięć żadnej z tych sekcji z takimi ekipami jak Legia Warszawa, Wisła Kraków, Cracovia i wiele innych dobrze zorganizowanych środowisk. Mimo to, nie możemy popadać w zakompleksienie, bo i rzeczywistość całkiem inna, możliwości i poparcie ze strony klubu również. U nas wszystko rodzi się w bólach, ale miejmy nadzieję, że wraz z rozwojem sportu w regionie (co właśnie obserwujemy) ruszy również ten element widowiska i będzie cieszył oczy bardziej, niż sylwestrowa noc w niejednym mieście (nie, żebym chciał dopiekać organizatorom corocznej zabawy na rynku).

    Prawdziwym elementem tego widowiska jest cała masa flag, różnej długości, barw, napisów i motywów graficznych, które mają wyrażać wielkie zangażowanie w życie klubu i chęć poświęcenia dla niego niemal wszystkiego co cenne. Poczynając od pieniędzy poprzez czas, aż do całkowitego pochłonięcia przez sprawę.

    To, jak wiele pracy i pieniędzy trzeba na zorganizowanie jednej oprawy meczowej wiedzą tylko Ci, którzy choć raz uczestniczyli w jej przygotowaniu. Wystarczy jednodniowe opóźnienie i już materiały nie są w stanie dotrzeć na czas. Wtedy zaczyna się prawdziwy horror i poszukiwanie sposobu na zastąpienie elementu innym, bardziej dostępnym, choć niekiedy zdecydowanie droższym. Właściwie każde przygotowanie do zawodów zaczyna się o wiele wcześniej i kiedy spotkania wypadają w terminarzu tydzień po tygodniu uniemożliwiają spokojne podejście do problemu. Tak jest zarówno na żużlu, piłce i koszu.

     We wszystkich tych przypadkach funkcjonują specjalne grupy, które mają za zadanie kompleksowe zajęcie się tym problemem. Jeśli popatrzymy na żużel, to ekipa liczy około 30 osób, które muszą skupić się na rozwiązaniu dwóch podstawowych problemów. Pierwszym jest zdobycie funduszy na pirotechnikę, flagi i pasy materiału. Koszt jednego meczu to minimum 400 zł i to w przypadku dość skromnego “pokazu”. Nie trzeba ukrywać, że w związku z nieformalnym charakterem stowarzyszenia pozyskanie fundyszy jest niemal cudem. Mimo to większość środków pochodzi z kieszeni kibiców, którzy wiele razy odmawiają sobie co tylko mogą, aby poświęcić pieniądze na “ultras”. Część z nich śmieje się nawet, że to właśnie z powodu żużla i swojej pasji nie jeżdżą nigdy na wakacje. I trudno odmówić tym słowom słuszności, gdy tylko przeliczy się faktyczne koszta. Drugą przeszkodą do przeskoczenia jest oporna postawa działaczy, którzy nie jeden raz próbowali ze wszystkich sił przeszkodzić w zorganizowaniu oprawy. Często padają z ich strony groźby o dotarciu do źródła posiadanej pirotechniki na stadionie. Obchodzone zabezpieczenia w sposób niezupełnie legalny pozwalają na zrealizowanie widowiska,  z którego zdjęcia wielokrotnie później trafiają do programów żużlowych na których zarabia... klub. Czy zatem sytuacja nie jest chora? Próbować blokować coś, z czego czerpie się faktycznie korzyści? Na szczęście niektórzy już to zrozumieli i nie starają się stwarzać większych problemów.

W samym Tarnowie obecnie posiadamy 2 sektorówki. Jedna, podarunek od Prezesa Ślaka, za wspaniały doping przez cały sezon 2004, i druga, wykonana dzięki zaangażowaniu wielu ludzi dobrego serca, firm, które za wkład nie chciały nic w zamian i producenta, który po wielu prośbach i namowach, zgodził się na obniżenie kosztów, co pozwoliło na dopięcie budżetu, który i tak wyniósł ponad 3 tysiące złotych. Sektorówka zrobiła furrorę i to zarówno na żużlu, jak i na derbach piłkarskich.

W kolekcji tarnowskich ekip jest kilkadziesiąt flag, większych, ze wspaniałymi motywami graficznymi, nieco mniejszych i tych całkiem symbolicznych, tzw. barwówek. Każda z nich jest wydatkiem kilkuset złotych, a niekiedy koszty sięgają tysięcy PLN. Gdy dołożymy do tego pasy materiału, konfetti, sreberka i inne gadżety, to kwoty osiągają zawrotne wysokości.

Tylko raz przeprowadzono w ostatnim czasie zbiórkę pieniędzy na ten cel. Na jednych z zawodów żużlowych zebrano pieniądze i po dołożeniu ich do własnych środków, zakupiono pirotechnikę na mecz finałowy o DMP 2005 za ponad 1,5 tysiąca. W tym było ponad 7 tysięcy zimnych ogni, które grupa kibiców rozdała wśród wszystkich zasiadających na pierwszym wirażu. Z wstępnych obliczeń powinno starczyć jeszcze na kawałek prostej, ale co zrobić, kiedy na  trzy rozdane opakowania, tylko jedno trafiało faktycznie do miejsca przeznaczenia, reszta ulatniała się w torebkach, plecakach i innych tego typu miejscach, tym samym odmawiając innym możliwości uczestniczenia w zabawie. Niby nic takiego, a szkoda, że kolejny rekord, o którym była mowa w trakcie finału nie był rekordem na prawdziwą skalę, szkoda, że widowisko nie było jeszcze większe dzięki tylko chęci współpracy.

Czy takie duże zapotrzebowanie na pieniądze się opłaca? Zapewne większość określi to jako niepotrzebne marnowanie pieniędzy, ale jednak przysparza to sporo emocji w trakcie jakichkolwiek zawodów. Piękno może jest względne, ale widowiskowość raczej nie podlega dyskusji. Czy zatem nie byłoby dobrze zadbać o zaplecze finansowe dla ludzi, którzy potrafią i chcą organizować wspaniałe pokazy? Zobaczymy jak będą sobie radzili w tym roku, choć pewnie kiedyś ich kieszenie przestaną być tak tolerancyjne na wydatki i pewien etap rozwoju zostanie zahamowany... Co odbije się na widzach, niestety.

%%br%% mat
Komentarze...