Sezon 2005 za nami
access_time 2005-10-11 05:34:25
W dniu wczorajszym tarnowskie „Jaskółki” rozegrały ostatni mecz w tym sezonie i tym samym rozpoczęły fazę przygotowań do kolejnego roku w ekstralidze. Występ bez obcokrajowca nie przeszkodził w pogromie Rzeszowa. Tegoroczny beniaminek zdobył jedynie 31 punktów i praktycznie nie liczył się w zawodach. Najlepiej punktowali Janusz Kołodziej 14, Tomasz Gollob i Marcin Rempała po 13. Znakomity występ zaliczył Stanisław Burza. U rywali ciężko mówić o liderach. Cały zespół miał kiepski dzień, a wynik najlepszego w tym dniu Kuciapy (7 punktów) nie można potraktować jako rewelacyjny.

  hspace=W tym momencie należy nadmienić, że Marma jest jeszcze przed spektakularnymi transferami, bo jak sama zapowiada, pieniądze są i na pewno będą chcieli mieć w swoich szeregach najlepszych. Szumne zapowiedzi nie zawsze są zgodne z możliwościami i jak doskonale przekonał się o tym Lotos Gdańsk, z walki o mistrzostwo, można szybko znaleźć się w barażach o utrzymanie.

 

Zacznijmy może jednak od podsumowania tego, co stało się w ciągu minionych kilku miesięcy i jak wiele osiągnęła nasza drużyna. Jest to niewątpliwie najlepszy sezon w istnieniu tarnowskiego speedwaya. Już przedsezonowe zapowiedzi huczały o obronie tytułu i walce we wszystkich liczących się zawodach. Choć początek najlepszy nie był, a zakończenie rundy zasadniczej na trzecim miejscu uważano za porażkę (nie bardzo potrafię  wyjaśnić dlaczego, ale nad takimi opiniami myśleli o wiele mądrzejsi ode mnie), to kolejny raz okazało się, że mistrza rozpoznaje się nie po tym jak zaczyna, ale jak kończy. Złoto, i to zdobyte nie zwycięstwem u siebie, ale także znakomitą walką u pretendenta, zamknęło usta wszystkim, którzy twierdzili, że Unia jest mistrzem z przypadku i zapewne w następnym roku już tak rewelacyjnie nie wypadnie. Cała zawodnicza czołówka pokazała, że indywidualnie też radzą sobie dobrze, niekiedy bardzo dobrze i sukces zespołu jest wynikiem współpracy tych najlepszych z drugą linią. Choć nadal będziemy nazywani dream-teamem, to należy zauważyć, że sukces opieramy na wychowankach, a pomoc w postaci braci Gollobów choć jest ważna, to na pewno nie najważniejsza. Tonego Rickardssona traktuję w tych rozważaniach jako „swojego”. Będąc w Unii Tarnów zdobył swoje pierwsze mistrzostwo świata, poprowadził nas do srebra i trwał, aż do upadku. Późniejsze odejście ciężko mieć mu za złe, bo jak rozwijać się w I lidze, zwłaszcza kiedy jest się młodym i perspektywicznym zawodnikiem?

 

 Wszystko byłoby wspaniałe, gdyby nie koniec, a właściwie początek świętowania. Wtedy, przy alkoholu, zabawie i chęci uczczenia złota >ujawniły się dawne zatargi, spory i niewyjaśnione sytuacje. Bijatyka pokazała, że tak naprawdę, to nie jest dobrze i pod wieloma względami musimy się jeszcze sporo nauczyć. Szkoda, że sprawa nie zostanie wyjaśniona tak jak powinna, bo wtedy uczciwy kibic miałby szansę wiedzieć, kto właściwie jest przyczyna problemu i komu należy podziękować, aby problem znikł. Mydlenie oczu takimi imprezami jak sparing z rzeszowskim zespołem na wiele się nie zda, bo spektakularną imprezą on nie był. Przeciwnik słaby, nie wymagający i w dodatku nie bardzo lubiany gronie kibiców, przynajmniej tak mi się wydawało przez wiele lat, kiedy to derby odbywały się w specyficznej atmosferze walki, nie tylko na torze.</p>
<p> </p>
<p>Na stadionie spotkać się można było również ze znakomitą frekwencją. Jak widać, tytuł przyciąga, i to bardzo. Niestety, przyciąga także tych, którzy nie wiedzą wiele, natomiast chcą pokazać, jak wiele potrafią i radość po upadku zawodnika gości, stała się czymś bardzo zauważalnym i niepokojącym. O ile fanatyzm i stronniczość tarnowskiej publiczności w Polsce zawsze była znana, to dziś przekracza pewną <img hspace= -->

Komentarze...