Horror, ale bez happy endu
access_time 2005-02-28 15:03:10
Stara prawda głosi, że w miarę jedzenia apetyt rośnie, dlatego też kibice przybyli na mecz Pałacu z MOSM Bytom liczyli, że niepokonane dotąd na własnym parkiecie tarnowianki, podtrzymają dobrą passę. Niestety po dramatycznym boju, który rozstrzygnąć musiała dogrywka, to właśnie przyjezdny zespół cieszył się ze zwycięstwa.

[[fotka1]]Spotkanie to było niczym wykwintna uczta, na której coraz lepsze potrawy serwowane są w miarę upływu czasu. Podobnie rzecz się miała z grą na hali przy ul. Gumniska. Pierwsza kwarta to niezbyt ciekawa rywalizacja obu zespołów oraz bardzo niska skuteczność rzutowa. Tarnowianki jeszcze w 4 minucie, po rzucie Agnieszki Kułagi, prowadziły 3:2, ale chwilę później inicjatywę przejął zespół gości i przez dłuższy czas to właśnie on dyktował warunki. Obrona miejscowych była dziurawa niczym żółty ser, toteż bezlitośnie wykorzystywały to bytomianki, które raz po raz bezkarnie rzucały spod samego kosza i po 10 minutach były już lepsze o 7 „oczek”.

W drugiej "ćwiartce" podopieczne Mariusza Siedlika próbowały odzyskać równowagę i wyjść na prostą. Niestety przyjezdne dzielnie broniły wyniku, dlatego też na półmetku różnica dzieląca oba zespoły wzrosła do 8 punktów. Nie była to jednak wielka strata, wszystko było do odrobienia - powiadają, że zawsze może być gorzej.

Niestety to „gorzej” nadeszło wraz z rozpoczęciem drugiej połowy, kiedy to w 5 minucie MOSM odskoczył rywalkom już na 17 punktów. Mimo, iż tarnowianki grały bardzo ambitnie, walczyły o każdą piłkę w parterze, to jednak nie przekładało się to na wynik. Na szczęście tarnowska maszyna w końcu zaczęła funkcjonować w ostatniej części meczu (lepiej późno, niż [[fotka2]]wcale ;). Nareszcie „siedział” rzut, załatano dziury w obronie i w 5 minucie Agnieszka Kułaga wyprowadziła swoją drużynę na prowadzenie 55:54. Od tego momentu gra toczyła się kosz za kosz. W ostatnich 60 sekundach prowadzenie zmieniało się, niczym pogoda w naszym kraju. Na 17 sekund przed końcem bliższe zwycięstwa były bytomianki, które to prowadziły 65:62. Zespół z Tarnowa posiadał jednak Agnieszkę Kułagę, na którą nie było mocnych. W ostatniej akcji wykonała celny rzut za 3 punkty, po czym zabrzmiała końcowa syrena. Stało się więc faktem, że dogrywka musiała rozstrzygnąć losy spotkania.

Dodatkowy czas gry pokazał bardzo zaciętą walkę. W 3 minucie Pałac tracił już 5 „oczek”, ale zdołał się podnieść i chwilę później zmniejszył różnicę do 2 punktów (70:72). Niestety w kolejnym fragmencie, bardzo [[fotka3]]dobrze dysponowana w tym dniu Agnieszka Kułaga, popełniła piąte przewinienie i musiała opuścić plac gry. Był to przysłowiowy gwóźdź do trumny, gdyż od tej pory tarnowianki zatraciły chyba wiarę w zwycięstwo. Ostatecznie po horrorze, ale bez happy endu, lepszy okazał się bytomski MOSM wygrywając 77:71.
Cóż, nie zawsze się wygrywa. Dobrze, że zimny prysznic miał miejsce teraz, kiedy szlifuje się formę do decydujących turniejów. Bytomianki odrobinę zburzyły tarnowski „pałac”, dlatego teraz nie pozostaje nic innego, jak tylko go odbudować i wzmocnić, po to by kolejni przeciwnicy schodzili już z parkietu na tarczy.

Pałac Młodzieży Tarnów – MOSM Bytom 71:77 (9:16, 23:24, 7:10, 26:15, 6:12)

Pałac: Kułaga Agnieszka 27, Filipek Jolanta 11, Kuliś Magdalena 7, Żaba Wioletta 7, Strojek Iwona 6 (2x3), Ułaszek Sabina 6 (2x3), Pyzik Urszula 4, Kłosowicz Alina 3, Książek Sylwia 0.
Najwięcej dla MOSM Bytom: Majchrzak Barbara 25, Stanek Karolina 23.


Jarosław Brzeziński

Komentarze...