Wigilia w Muzeum
access_time 2004-12-20 09:35:20

Gościnne progi Muzeum Etnograficznego sprawiły miła niespodziankę tym, którzy w niedzielę, spacerując ulicą Krakowską, zechcieli doń zajrzeć - bo tak prosto z ulicy znaleźli się w świecie jak sprzed lat.

Wiejska izba przygotowana na wigilijny wieczór, kolędy śpiewane przez dziewczęta z Gimnazjum w Pleśniej i osobiste wspomnienia gości tego nietypowego wernisażu – wszystko to stworzyło trudny już dziś do odszukania klimat Świąt Bożego Narodzenia.



- My etnografowie, świadomi jesteśmy tych bardzo odległych zwyczajów, które składają się na to, co jest naszą dzisiejszą tradycją - mówił Dyrektor Muzeum Adam Bartosz.



Na stole wigilijnym przykrytym białym obrusem opłatek, a na wysypanej garści ziarna jedna misa. Bo chociaż potraw było 12, to każdą z nich, z jednej miski się jadło. Snop w kącie przypominał, że święta, to jednocześnie prośba do Boga o urodzaj i zapewnienie dobrobytu.



U sufitu podłaźnik, czyli jodła, albo świerk wiszący czubkiem w dół nad stołem, a na nim światy klejone z opłatka, ozdoby ze słomy i bibułki, okręcane cukierki, jakże inne to wszystko od współczesnych świecidełek. Ile kiedyś było radości z własnoręcznego wykonywania świątecznych ozdób… Jeszcze 50 lat temu, kultywowano na wsi te tradycje, później zostały one zapomniane, ustępując miejsca pozbawionej zapachów, plastikowej choince prosto ze sklepu.



 


 

Komentarze...