Z Piratem podróż w czasie.
access_time 2004-09-11 14:33:47

60 lat mija od legendarnej akcji „III Most”. Akcji, która w sposób znaczący przyczyniła się do wyjaśnienia tajemnicy broni V-2, a co za tym idzie miała wpływ na przebieg II Wojny Światowej. Wokół tego wydarzenia krąży wiele legend i nieścisłych informacji. Jaka jest prawda o historycznym lądowaniu Dakoty? Rozmawiałam o tym z Panem Zdzisławem Baszakiem - pseudonim „Pirat”, na łąkach pamiętających warkot lądującego samolotu, w nocy z 25 na 26 lipca 1944 roku.

Niedługo, bo 19 września, nieopodal miejsca akcji, odbędą się uroczystości związane z tym wydarzeniem. Obecnie w Wał-Rudzie trwają prace przy wykonaniu placu upamiętniającego lądowanie. Pomysł urządzenia tego placu poświęconego Akcji III Most jest wspólną inicjatywą Starostwa Powiatowego i gminy Radłów. W przygotowaniach uczestniczy aktywnie Kuria Diecezjalna, a Telewizja Polonia będzie transmitowała mszę św. w tym dniu z Zabawy o godz. 13.00. Wiele serca poświęca przypomnieniu tych chwil sprzed lat, ksiądz Zbigniew Szostak, proboszcz i kustosz sanktuarium bł. Karoliny w Zabawie. Miejsce lądowania legendarnej Dakoty, jest nieopodal domu błogosławionej Karoliny Kózki.



Ale wróćmy do spotkania z Piratem. Umówiliśmy się z panem Baszakiem na ulicy Mościckiego 29, w siedzibie Oddziału Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej. Naszą wędrówkę rozpoczynamy od znakomitej wystawy dotyczącej AK, września 39 roku, Powstania Warszawskiego a także informacji o akcji „III Most”. To miejsce naprawdę warto zobaczyć, a myślę, że nie wszyscy wiedzą o istnieniu tej ekspozycji. Pirat długo i interesująco opowiada o swoich losach w czasie wojny, o wrześniu 39 roku o 16 Pułku Piechoty, w którym walczył w 39 roku, a z którego w bitwie pod Pszczyna ocalało ich tylko dwóch.
http://www.wpk.p.lodz.pl/~bolas/main/bitwy/slask/slask.htm#pszczyna



Jedziemy z Tarnowa do Wał Rudy. W drodze dowiaduję się o momencie życia Pirata, który jak on sam mówi, odmienił jego życie i określił jego postawę życiową. Aresztowany wraz z bratem i ojcem w Borusowej, zauważa niedokładnie zatrzaśnięte ząbki kajdanek - udaje mu się uwolnić jedną rękę i salwuje się ucieczką. Ta jego desperacka, ale udana próba wyrwania się z rąk Niemców, pomaga w ucieczce również bratu i ojcu.



W bogaty życiorys Pirata wpisała się także jedno z najbardziej spektakularnych wydarzeń okresu okupacji, które miało ogromny wpływ na przebieg II Wojny Światowej. Był zastępcą dowódcy akcji III Most, której celem był przerzut do Anglii rakiety V-2, która wystrzelona z Blizny (miejscowość koło Pustkowa, gdzie znajdował się poligon i wyrzutnia tych rakiet) nie eksplodowała w Sarnakach nad Bugiem. Ukryta przez miejscowe AK, zbadana przez polskich naukowców w Warszawie, została w specjalnie przygotowanych butlach gazowych przetransportowana do Tarnowa, Żabna, aż w końcu na łąki między Wał Rudą a Zabawą.



Już od dawna trwały szeroko zakrojone działania AK mające na celu zdobycie informacji o broni V-1 i V-2 , w które było zaangażowanych bardzo wielu ludzi w Polsce. Anglicy nie od razu docenili doniesienia polskiego podziemia o pracach nad nową bronią. Kiedy zaczęto zdawać sobie sprawę z niebezpieczeństwa Wunderwaffe (cudownej broni) Hitlera, Niemcy w Peenemunde na wyspie Uznam osiągnęli już spore postępy i sukcesy w produkcji tej broni. Pracami kierował von Braun, niemiecki inżynier rakietowy, który zaprojektował pociski V-2 (Vergeltungswaffe – broń odwetowa) wystrzelone na Anglię pod koniec II wojny światowej. Ten sam von Braun, który „należał do najważniejszych postaci w amerykańskim programie podboju przestrzeni kosmicznej. Od 1960 r. dyrektor Ośrodka Lotów Kosmicznych im. Georga C. Marshalla a Huntsville (Alabama), odegrał kluczową rolę w przygotowaniu amerykańskiego programu lotu na Księżyc. Zaprojektował dla Armii Amerykańskiej rakietę "Jupiter", dzięki której Stany Zjednoczone znów stanęły do wyścigu w przestrzeń kosmiczną. Wraz ze swoim zespołem zapoczątkował pracę nad rakietą "Redstone", która w 1961 r. wyniosła na orbitę pierwszego astronautę amerykańskiego. Inspirator, współtwórca i geniusz organizacyjny amerykańskiego programu kosmicznego, zaprojektował rakietę "Saturn 5", która w 1969 r. otworzyła nową erę w badaniach przestrzeni kosmicznej, zawożąc na Księżyc astronautów z programu "Apollo". Od 1970 r. pełnił funkcję zastępcy wicedyrektora do spraw planowania w "NASA" (National Aeronautics and Space Administration). 16 czerwca 1977 r. zmarł na raka w Alexandrii (Virginia). Jeden z dyrektorów "NASA" nazwał go "XX-wiecznym Kolumbem, który wyznaczył nowe granice przestrzeni, a swojej przybranej ojczyźnie zapewnił prymat w badaniach przestrzeni kosmicznej”.



W nocy z 1-18 sierpnia Peenemunde zostało zbombardowane. W nalocie wzięło udział 500 samolotów bombowych oraz 65 samolotów wyznaczających trasę. Zniszczono, osiedle mieszkaniowe, w którym mieszkali pracownicy fabryki, hale produkcyjne i zakłady badawczo-rozwojowe. Niestety w wyniku omyłki i zamieszania zbombardowano też obóz koncentracyjny…



Po zniszczeniu Peenemunde Niemcy podjęli decyzję o przeniesieniu prac w różne miejsca, by uniknąć, kolejnej takiej sytuacji. Jednym z wybranych miejsc stała się miejscowość Blizna koło Pustkowa, gdzie umieszczono wyrzutnię rakiety V-2. Polskie podziemie kontrolowało wszystkie miejsca, w których spadała rakieta. Zbierano wszystko, co pozostało po eksplozjach, badano ocalałe szczątki. Wszystko to jednak było mało, by zdobyć kompleksową wiedzę o nowej broni, do czasu, gdy szczęśliwym trafem jedna z rakiet, która spadła w miejscowości Sarnaki, nie eksplodowała. To ona właśnie stała się najważniejszą pocztą akcji III Most. Ten „niewybuch”, być może ocalił też życie wielu ludzi w naszym regionie. Istniały bowiem plany przejęcia całej rakiety v-2 z transportu kolejowego na trasie Brzesko-Tarnów. Gdyby doszło do takiego wydarzenia, represje okupanta wobec miejscowej ludności mogły być nieprzewidywalne. Szczęśliwy zbieg okoliczności, dzięki którym zdobyto rakietę nad Bugiem, sprawił, że nie było konieczne przeprowadzenie takiej akcji na trasie kolejowej (Pirat nazwał plany odbicia rakiety z transportu kolejowego „mrzonkami”, jako praktycznie niemożliwe do zrealizowania).



Kiedy podjęto decyzję o przerzucie na zachód rakiety, która spadła w Sarnakach nad Bugiem. Pirat zostaje zastępcą dowódcy tej akcji Władysława Kabata – pseudonim Brzechwa. Dowiaduje się o tym na spotkaniu z Brzechwą w Przybysławicach – mają przejąć samolot z zachodu. To już kolejny powietrzny most na lądowisku „Motyl”. Tym razem Pirat nie wie, jak ważną przesyłkę będą ubezpieczać. Tego wymaga konspiracja. W konspiracji należy wiedzieć tylko to, co dotyczy bezpośrednio zaangażowanych.



Miejsce lądowiska to łąki na wschód od lasu między wsiami Wał Ruda (południe) – Jadowniki Mokre (północ) – Przybysławice – wschód, po lewej stronie rzeczki Kisielina. Teren ten był łatwy dla pilota lecącego nocą, z powodu wyraźnie widocznej wstęgi Wisły, i Dunajca, torów kolejowych Tarnów-Kraków i ciemnej połaci lasu na wschodzie.



O pełnych napięciach chwilach organizacji i oczekiwania na przylot samolotu, oraz o samym lądowaniu pisze Pan Zdzisław Baszak w wydanej przez Muzeum Okręgowe w Tarnowie książce „3-ci most”: „Sekcja dywersyjna z Przybysławic, która wróciła ze mną z akcji węglowej, objęła natychmiast służbę wartowniczą (nadzór) łączność. Jako odpowiedzialni za sprawę łączności z ubezpieczeniami, radiostacją, punktami alarmowymi, wywiadu, zostali wyznaczeni: mój zastępca por „Konrad” (M. Skrzek) i podch. W.Stolarz (Czerkies), którzy od roku stale przebywali ze mną, brali udział w różnych akcjach. „Brzechwa również dobrze ich znał i wiedział, że można na nich polegać.



Teren akcji „III Most” i ludzie tej akcji byli nam dobrze znani. „Brzechwa” był doskonałym organizatorem jako instruktor w szkole podchorążych, miał duży staż wojskowy, był faktycznym organizatorem obwodu „Drewniaki” (Dąbrowa Tarnowska), szczególnie teren III Most znał doskonale, gdyż stamtąd pochodził, tu miał krewnych i znajomych, tu się przeważnie ukrywał, a w lipcu 44 roku, już się nie musiał ukrywać, gdyż mimo zbliżającego się frontu, wyczyściliśmy teren dokładnie. Istniejące posterunki policji drżały ze strachu i czekały na swój niepewny koniec. Stutzpunkt w Dęblinie, był najbardziej niebezpieczny dla nas, gdyż ponad 34 ludzi z niemieckim dowództwem było dobrze uzbrojonych i kwaterowali w murowanym budynku, zabezpieczonym workami z piaskiem, przed ewentualnym atakiem. Sytuacja nasza za dobra nie była, z uwagi na bliskie działania wojenne. Front gwałtownie się zbliżał, ruch jednostek wojskowych był duży. W każdej chwili sytuacja mogła się zmienić, pogorszyć i to nas niepokoiło najbardziej…



… Po przybyciu, w ciągu krótkiego czasu wszystko zostało zorganizowane: ubezpieczenie, łączność, kwatery, podwody – wszystko było gotowe. Zaczęli nadjeżdżać goście, nadeszła niedoceniona poczta. Stan gotowości do objęcia samolotu osiągnęliśmy bardzo szybko. Rozpoczęło się oczekiwanie… Nadeszła pora opadów, parodniowy deszcz spowodował rozmiękczenie tereniu. Rozmokłe łąki nie nadawały się teraz do lądowania, a czas działający wybitnie na naszą niekorzyść, przeciągał się. Wydawało się, ze nie będzie końca denerwującego oczekiwania. Gońcy jeździli tam i z powrotem, radio podawało, że samolot nie staruje, bo „Włodek” odpowiedzialny za przyjęcie samolotu wie dobrze ze lądować można, ale start nie wyjdzie absolutnie, z uwagi na rozmokły teren …”



W przedłużającym się czasie oczekiwania, wydarzyło się kilka niepokojących wydarzeń w okolicy, które mogły mieć znaczenie dla przeprowadzanej akcji, akcji - która „Musiała się udać”. Oddział Ludowej Straży Bezpieczeństwa skonfiskował materiały tekstylne w sklepie i zanosiło się na śledztwo w rejonie Wał Rudy i okolicy. Niemcy zainteresowali się też częsta łącznością radiową i zaczęli przeszukiwać okolicę specjalnie wyposażonymi samochodami. Musiano na kilka dni zawiesić łączność radiową. Około 20 lipca roztrzaskał się samolot węgierski uszkodzony nad linia frontu, koło osady Budźbowa, ale na szczęście fakt ten nie wzbudził dużego zainteresowania Niemców. Kiedy wydawało się już, że nastał względny spokój na lądowisko przyleciały niemieckie „Storchy”, lekkie niemieckie samoloty zwiadowcze, które na szczęście niebawem odleciały.



25 lipca operator odebrał wiadomość, ze tak długo oczekiwany w nerwowej atmosferze samolot, wyleci popołudniem tego dnia z Brindisi.  „…Ta wiadomość poderwała wszystkich na nogi – ALARM – Nareszcie załatwimy sprawę i odejdziemy na chwilowy odpoczynek, bo byliśmy zmęczeni i mieliśmy wszystkiego dość. Tymczasem popołudniu łącznik z miejscowości Wał Ruda wpada na naszą kwaterę z wiadomością, że do wsi przybył jakiś oddział lotników niemieckich z reflektorami i armatkami…” W odległości mniej więcej kilometra od planowanego lądowiska, stacjonuje grupa niemieckich żołnierzy przybyła tu właśnie na wypoczynek z linii frontu. Na szczęście z ich zachowania wynika, ze nie planują żadnych działań. Plan akcji pozostaje niezmieniony…



Oddziały ubezpieczające lądowisko:


- Kpt.podchor. Wł Bysiek – z niepełnym plutonem zamykał drogę we wsi Wał Ruda do Jadownik Mokrych.
- Plut. Józef Lupa zamykał skrzyżowanie dróg Pojawie – Jadowniki Mokre
- Władysław Madziara z drużyną strzeże rejonu mostu w Jadownikach Mokrych. Tak kierunek do Miechowic Wielkich, jak również wzdłuż wału Kisieliny miał być zablokowany.
- Kapr. Franciszek Nowak z niepełnym plutonem, zamyka przejście w rejonie mostu na Kisielinie – w pobliżu os. Budźbowa
- Por. Mieczysław Czech d-ca placówki, blokuje załogę Stutzpunktu Deblin, oraz posterunek policji w Wietrzychowicach.
- Popr. Franciszek Kuczek zamyka dostęp na łąki z kierunku Zdrochec, Zdarzec, Wał Ruda.
- Plut. Paweł Nowak zabezpiecza przeprawy promowe przez Dunajec pod Wietrzychowicami i Otwinowem. Promy po godz. 22.00 mają być po lewej stronie Dunajca.
- Sierż. Władysław Ciukaj, zamyka przeprawy na Dunajcu, w miejscowości Nieciecza i Konary
- Por. Eugeniusz Kozak, blokuje most na Dunajcu w miejscowości Biskupice Radcowskie z kierunków Żabno i Tarnów.
- Por. Jan Gomoła pozostaje w obwodzie zgrupowania. W dniu (nocy) akcji lądowania samolotu, przechodzi w rejon gajówki Małka (przy lesie). Wysyła 2 łączników na miejsce lądowania.
- Specjalna sekcja dywersyjna z Przybysławic jest do bezpośredniego ubezpieczenia samolotu. Wyładowują ludzi i sprzęt, oraz załadowują ludzi i sprzęt odlatujących i pocztę, dysponuje podwodami do zabrania przywiezionego bagażu, który ma przygotowane skrytki w miejscowości Przybysławice.
- Przewóz gości odlatujących i poczty organizuje i zabezpiecza por. Zdzisław Baszak, kierując równocześnie sekcją dywersyjną z Przybysławic, która pomaga w transporcie „Gości” i poczty.
- Por. Chwała Paweł odbiera przybyłych gości samolotem i po uzupełnieniu ich ubiorów, odwozi ich na stację PKP Słotwina Brzesko.



„Noc była dość pogodna i cicha, dobrze ciemno. Długo pozostał w pamięci nastrój nerwowy, podniecenie, niepewność co przyniosą najbliższe godziny. Wszędzie wokół cisza, z dala słychać rechot żab, szczekanie psów, wszędzie ciemno. Obowiązuje przecież zaciemnianie.


Wiozę Arciszewskiego i Rettingera, droga słabo widoczna, obawiam się czy trafię na most, na rzece Kisielinie. Bryczka kołysze na wybojach, aby się tylko nie wywalić. Nie słychać terkotu kół, gdyż droga miękka, polna, często zjeżdżam na łąkę, słychać tylko głośny oddech koni rwących do przodu.” (Samolotem mają odlecieć:  J. Chmielewski (Rafał) opiekun przesyłki, mający przy sobie szczegółowy raport, J.Rettinger (Salamandra) T. Arciszewski (Stanisław, TOM) T. Chciuk (Celt, Sulima) oraz ppor. Czesław Miciński) „Z trudem trafiam w pobliże miejsca lądowania, kierowany jestem wskazówkami obok siedzącego członka sekcji dywersyjnej. Ostatni niewielki odcinek drogi przebywamy pieszo. Po niewielu minutach nadchodzą meldunki, że ludzie osłony są na stanowiskach, bezpośrednie ubezpieczenie zbieram razem „Goście” odlatujący skupieni obok czekają, czuć napięcie, wszyscy zdenerwowani czekają, przyleci też – czy nie przyleci. Napięcie rośnie z minuty na minutę. Najlepiej i najpewniej czujemy się razem, stara grupa dywersyjna, sprawdzamy po raz któryś broń, poprawiamy ciążącą amunicję, to poprawia samopoczucie. Gdy inni się denerwują, to mnie uspokaja.



Ktoś musi spokojnie myśleć. Wreszcie, około północy, słychać z daleka na dużej wysokości zupełnie inny, nieznany nam warkot nadlatującego samolotu. To chyba długo oczekiwany gość, ciągnie dokładnie z oczekiwanego kierunku.
Do akcji wchodzi na chwilę „Włodek”, odpowiedzialny za przyjęcie samolotu, znający umówione sygnały, kierujący obsługą lądowiska, światłami pozycyjnymi wyznaczający ramy lądowiska i kierunek lądowania. Prawie na to nie zwracam uwagi, wpatrzony i wsłuchany w nadlatującą maszynę. Do tej pory było idealnie cicho i spokojnie, po chwili wszystko radykalnie się zmienia. Światła na ziemi zapalają się umówione sygnały – światła pozycyjne samolotu, następnie on sam zniża gwałtownie swój lot, piekielnie ryczy i zapala wyjątkowo silne reflektory, oświetlając ziemię, miejsce lądowania.



Od prawie 3 lat zajmując się stale działaniami dywersyjno-sabotażowymi,, żyjąc w nocy, śpiąc w dzień, jestem przez chwilę zaszokowanym , tym co się dzieje. O mało nie krzyczę: Zgaś te zdradliwe - przeklęte światła, ucisz maszynę. Ale to trwa moment.
Pilot orientuje się, że jest za wysoko, gasi światła, podrywa maszynę i odlatuje, zataczając potężny parokilometrowy łuk. Za chwilę znów to samo, na łące widok jak w dzień. Śmiesznie wyglądają oświetlone sylwetki uciekających spod maszyny ludzi. Wreszcie siada na ziemi, roluje po łące, zawraca pod wiatr, gasi światła i silniki. Na moment nastaje znów ta upragniona cisza i ciemność.



Ale to tylko na małą chwilę. Otwierają się drzwi, szybko wysiadają przybyli, w drzwiach pojawia się młody człowiek i … po polsku podaje kolejność załadunku: Kurier, poczta i dopiero teraz kolejno „Goście”. Na moment mnie to zastanowiło, ale nie było czasu na rozmyślania…. Wyładunek i załadunek trwał chyba około 3-5 minut, bo nam się strasznie spieszyło. Chcieliśmy tak długo oczekiwanych „Gości” jak najszybciej się pozbyć. Zaniepokojony spoglądałem na południe, gdzie w odległości około 1,5 km stacjonowało teraz 100 Niemców, dobrze uzbrojonych, z reflektorem i działkami. Wszystko gotowe. Trzask zamykanych drzwi i sygnał do odlotu. Zaskakują silniki, potworny ryk, światła, silniki zwiększają maksymalnie obroty, potworny ciąg powietrza z tyłu za samolotem, tył maszyny zaczyna się podnosić i po chwili raptownie gasną światła, milkną silniki. Kompletne zaskoczenie wszystkich. Nastała dla nas okropna niezrozumiała cisza.


 


Co się stało? Otwierają się drzwi i polki pilot Kazimierz Sztajer, (dużo później poznałem to nazwisko), oznajmia głośno, ku zaskoczeniu wszystkich, że zablokowany hamulec i nie polecą. To zaskoczyło ans wszystkich bardzo. Zdajemy sobie sprawę z nadchodzącego niebezpieczeństwa. Może nie wszyscy o tym myśleli, ale ci, co byli odpowiedzialni za przesyłkę, którzy mieli się zająć ludźmi, wiedzieli doskonale co ich czeka.Przybyłych (Jeziorański) zabrał por. Paweł Chwała i musiał ich szybko odwieźć przez las, Zaborów do Brzeska na pociąg. To była stosunkowo łatwa sprawa, ale co zrobić z tymi, którzy pozostają? Pocztą, na którą nie zwracaliśmy specjalnej uwagi, a przede wszystkim, co z samolotem? Wątpliwości rozwiał pilot, oświadczając beztrosko: SPALIĆ.


 


Przy maszynie miałem sekcję 10 ludzi, dobrze uzbrojonych, kilometr przy lesie stał „Jawor”z dobrze uzbrojonym plutonem 36 ludzi, mogłem jeszcze liczyć na 30-50 ludzi możliwie uzbrojonych. Amunicji nie za dużo. Rachunek błyskawiczny, nie damy rady. Trzeba ratować samolot bo zginiemy wszyscy. Ponawiamy próby 2-3 razy, pasażerowie wsiadają i wysiadają, wreszcie zapada decyzja, nie ma rady, trzeba spalić.



W 1939 roku, będąc w szkole - Dywizyjny Kurs Podchorążych Rezerwy -w Krakowie, przechodziliśmy "pokazówki" w 2-gim pułku lotniczym. Tam pokazano nam piękne karabiny maszynowe i działka jako uzbrojenie chyba "Karasia".
Teraz pomyślałem, że samolot na pewno jest uzbrojony w podobne CKM-y i działka. Trzeba to wymontować, będzie czym walczyć, łatwo nas szwaby nie dostaną. Wchodzę do środka i pytam pilota Szrajera, gdzie ckm-y i działka? Chodźmy je wymontować. Ku mojemu całkowitemu zaskoczeniu oświadczył, że nic takiego nie ma, on jedynie ma przy sobie rewolwer 7 i nie pełny magazynek. Słabo mi się zrobiło, patrzę pół przytomnie na coś w rodzaju beczki - bardzo duża - pytam co to? Benzyna odpowiada spokojnie. Nie wiem ile tego było, ale chyba najmniej 1000 litrów. To mnie wytrzeźwiło momentalnie, to był moment decydujący. Wiedziałem jedno, muszą odlecieć, nie możemy samolotu spalić.



Chyba do dziś mieszkańcy okolicznych wsi, nie zdają sobie sprawy co im groziło. Potworna eksplozja, nalot Niemców - Gestapo - pacyfikacja, spalone domy, wielu zabitych. Ta okolica już wcześniej źle się zapisała w biurach Gestapo, były wsypy, uciekało około 100 osób z gminy Wietrzychowice, były trupy w ładownikach.
Nie pamiętam szczegółów. Według "Brzechwy" St. Wróbel, zwrócił uwagę na zaryte koła i pewien mały postęp, gdy samolot próbował ruszać. Wiem, że byłem wściekły, wiem, że zdając sobie sprawę co mnie i nas czeka, obleciał mnie strach, było mi zimno, chociaż temperatura była chyba +20°C.



Ruszyliśmy do przeklętych kół. Ziemię, darń - kopaliśmy rękami, podobno miał ktoś saperkę. Gdy przestrzeń prawie 1 metra była stopniowo wykopana i ubita, przypomniałem sobie o deskach - gnojnicach - na oczekujących wozach. Natychmiast przyniesiono jedną. Podbita pod koła gnojnica sterczała dość wysoko, grożąc zderzeniem ze śmigłem. Moment, złamaliśmy ją na pół, podbijając drugą połowę pod drugie koło.
Ponownie załadowano pocztę, ludzi i wszystko co już zostało przedtem wyrzucone z samolotu, gotowego do spalenia, trwało to wszystko teraz sekundy.
Do pośpiechu nie trzeba było ludzi namawiać. Załoga samolotu zachowywała się raczej biernie, nie zdawali sobie sprawy z ich położenia i przede wszystkim sytuacji miejscowej ludności. Miały ich bronić Konwencje genewskie, o ludności nie myśleli, a pan Szrajer z radością patrzył w przyszłość, myśląc o ciekawych przygodach partyzanckich w Polsce.



Jeszcze jeden start, ryk, światła i koła zaczynają się obracać, toczyć po złamanych, podłożonych gnojnicach. Samolot ruszył i już nie utknął. Samolot z wolna ku naszej szalonej radości, nabierał rozpędu, w końcu oderwał się od ziemi i wreszcie wzbił się w powietrze, odleciał. To była chyba jedna z najszczęśliwszych chwil w moim życiu, wówczas. Najważniejsze jest jedno, samolot odleciał, dostarczył do Anglii to o czym załoga "Motyla" nie miała pojęcia, ocaliła wielu ludzi w dalekiej Anglii i... nikt przez to tu u nas w czasie "III Mostu" nie zginął, nie uległ pacyfikacji. Właśnie na to przede wszystkim zwracaliśmy uwagę, to było naszym wówczas bojowym zadaniem i ogromnym zarazem dramatem, gdyby akcja się nie powiodła lub udała się tylko połowicznie.


Po paru godzinach dowiadujemy się, że samolot wylądował w słonecznej Italii. Nic więcej nie trzeba było nam wtedy wiedzieć. Nie pamiętam kiedy wreszcie dowiedzieliśmy się co zawierała przesyłka, że "Oni ocalili Londyn".



Jak często historia ulega przeinaczeniom… Pan Baszak mówi, że ważne aby każdy mówił to, co pamięta, co widział na własne oczy i tylko w ten sposób można jej nie przeinaczyć, nie zmienić jej znaczenia, nie zafałszować. „Myśmy mieli część zadania, a zupełnie kto inny był od lądowiska, kto inny od samolotu, ktoś inny był od lamp, od radiostacji, i z tymi ludźmi ja wtedy nie miałem żadnej styczności”. Znany jest dokładnie teren lądowiska, znani są ludzie, którzy brali w tym udział, a także przebieg akcji. Nie było drzwi od stodoły pod kołami samolotu - a gnojowice (deski z wozu). Nie było ognisk ani pochodni – były zwyczajne lampy naftowe wyznaczające pas lądowania. Przy samym samolocie była określona konkretna grupa ludzi, w tym 10 osób z sekcji dywersyjnej Pirata i okoliczni chłopi wyznaczający lampami pas. Konkretne oddziały ubezpieczały, konkretne miejsca, a cała akcja była starannie zaplanowana i przeprowadzona z wszelkimi zasadami konspiracji.



Nie doczekała się jednak akcja III Most należytego uznania, ani na zachodzie, ani w kraju, mimo iż tak wiele od niej zależało… http://www.wprost.pl/drukuj/?O=2755 (Bitwa o prawdę, artykuł z tygodnika „Wprost”)

Informacji o tym jak to było, możecie szukać także w książce Michała Wojewódzkiego „Akcja V-1, V-2”.  Autor wiele lat zajmował się tym tematem i opracował go w bardzo obszerny sposób. Powstała też książka i scenariusz filmu Anglika Newmanna „Oni ocalili Londyn”. Nie udało mi się na razie trafić na ślad tego filmu. Przypominam sobie jednak, że wiele lat temu, w naszej telewizji oglądałam film o akcji III Most, niestety z pamięci umknęły szczegóły.



Dziś na lądowisku wylądowały całkiem swojskie bociany, a nie żadne storchy, spacerują spokojnie i szukają żabek. (Storch - niem. bocian, a jednocześnie nazwa lekkiego, zwiadowczego samolotu niemieckiego z czasu II wojny). Przy drodze blisko lasu przygotowywany jest parking i miejsce pod pamiątkowy głaz. To tu odbędzie się część uroczystości 19 września. Być może niedługo zamiast łąk będzie tu żwirowisko. Prywatny właściciel terenu nosi się z zamiarem eksploatacji znajdujących się tu sporych pokładów żwiru. Być może w zamierzchłych czasach po łąkach lądowiska płynął niepokorny Dunajec i naniósł żwir w to miejsce. Jeżeli dojdzie do tej eksploatacji, to samo miejsce lądowania ma zostać zachowane na pamiątkę legendarnych wydarzeń z lipca 1944 roku.



Wracam do domu i długo myślę o tych dniach, o historii, o minionych wydarzeniach, o tym jak mało o tym wiemy. Przeglądam sieć w poszukiwaniu dodatkowych informacji – nie ma ich wiele. Znajduję jednak niedawny, bo z czerwca tego roku wywiad z drugim pilotem Dakoty Kazimierzem Szrajerem. Po nitce do kłębka udaje mi się odnaleźć do niego telefon. Mieszka w Kanadzie w Barrys Bay. Po wojnie Pan Baszak i Pan Szrajer często się kontaktowali - później, z powodu zmiany numerów telefonów i adresów, kontakt się urwał. Jeden o drugim przez wiele lat nic nie wiedział. Teraz po latach, mogą znów porozmawiać ze sobą o tym, co było 60 lat temu i później.



Program obchodów 60-tej rocznicy akcji "Trzeci Most"



19 września 2004 roku
Godz. 10:00 - 11:00 - Wał-Ruda - Zabawa, Gmina Radłów. Uroczystość odsłonięcia tablicy upamiętniającej 60-tą rocznicę akcji "Trzeci Most". Koncert Wojskowej Orkiestry Dętej


Godz. 11:00 - 11:30 - Przejazd uczestników i zaproszonych gości do Sanktuarium Bł. Karoliny w Zabawie


Godz. 11:30 - 13:00 - Plac Sanktuaryjny - Oficjalne wystąpienia. Wygłoszenie referatu o akcji "Trzeci Most". Wspomnienia uczestników akcji "Trzeci Most"


Godz. 13:00 - 14:00 - Sanktuarium Bł. Karoliny w Zabawi - Uroczysta Msza Św.


Godz. 14:00 - 18:00 - Plac Sanktuaryjny - Koncert Wojskowej Orkiestry Dętej. Koncert zakopiańskiego zespołu "Krywań". Festyn. Występy zespołów artystycznych. Gry i zabawy



Linki do stron związanych z tekstem:


 


http://www.tarnow.pl/historia/taka/5.php o akcji III Most
http://tygodnik.onet.pl/0,1177523,druk.html  Najdłuższa godzina Kazimierza Szrajera
http://www.pz.opoka.org/ - Strona Sanktuarium bł Karoliny Kózki w Zawadzie
http://www.muzeum.tarnow.pl/wydawnictwa/czytelnia/opracowania/70lat/dolega.html - Pobyt Józefa Retingera w Dołędze
http://www.gosprzydowa.pl/ludzie/v2.html - wokół akcji III Most
http://pustkow.host.sk/roz_1.php - Blizna
http://www.panzerfaust.piwko.pl/wunderwaffe.html 
http://encyklopedia.pwn.pl/78117_1.html http://londynek.net/zycielondynu/historia/jak_polacy_londyn_ratowali http://www.biblioteka.tarman.pl/patroni/gom.html Jan Gomoła
http://www.wprost.pl/ar/?O=12043&C=57 Zdzisław Jeziorański
http://zurakowskiavroarrow.homestead.com/KazimierzSzrajerEng.html Kazimierz Szrajer (j.ang)
http://members.fortunecity.com/ratuszynski/gr301/third_bridge.htm - Wildhorn III (j.ang)


 

Komentarze...