Co w Tarnowie robili górnicy?
access_time 2004-09-29 21:18:53

W poszukiwaniach wokół legendy o tunelu z Klasztoru Bernardynów na Górę św. Marcina, wertujemy z Ewą Kropiowską stare dokumenty, książki i mapy. Wyjaśnienia tajemnicy należałoby szukać również w historii. Pomógł nam w tym Pan Kazimierz Bańborski z tarnowskiego Muzeum, udostępniając to - co zawiera biblioteka muzeum w tym względzie.

Mała niepozorna książeczka Martona Csombora „Podróż po Polsce” zawiera dziwną notatkę. Marton Csombor węgierki podróżnik w niewielu słowach pisze o naszym mieście: „… jest pięknie położone, lecz wszystkie budowle tylko z drzewa. Za to jest w mieście zegar. Za miastem stoi ogromny klasztor, dalej zaś na wzgórzu istnieje zamek. Przedni jest w grodzie miód sycony. Na skraju miasta znaleziono kiedyś, jakim cudem nie wiem – bryłę złota, o czym gdy się dowiedział tutejszy pan, pomyślał, iż odkryje żyły cennego kruszcu. Ściągnął więc wielkim sumptem górników i tyle próżnego włożył wysiłku, że trudno dziś wyjść z podziwiania, albowiem z tego nie było za grosz pożytku… Lustrując niepotrzebnie wykopany rów wykrzyknąłem „Hicce metalurgus vertitur In figulum!”



Co właściwie widział lub słyszał Marton Csambor, młody węgierski podróżnik, który w latach 1616 – 1617 wędrował po Polsce, a na trasie jego podróży był także i Tarnów. Notatka dotycząca Tarnowa jest krótka, a powyższa wzmianka stanowi znaczącą jej część. Lata podróży Csombora po Polsce to czasy Zygmunta III Wazy, a panami na Tarnowie są już wtedy Ostrogscy. Dwa lata wcześniej kościół bernardynów i klasztor bernardynek dotyka pożar. Dopiero w roku 1620 zostaje on odrestaurowany, a w klasztorze zostają zainstalowane dwie armaty, które 35 lat później zostaną przeniesione do Krakowa. Oczom Csmbora powinien ukazać się więc kościół znacznie zniszczony, gdy tymczasem autor podkreśla ogrom budowli.



Historia to nieustający ciąg zagadek, wcale nie tak łatwych do wyjaśnienia. Bo nie naszą miarą musimy mierzyć, a tym - co dawniej bywało, oraz próbować odgadnąć i określić, wiedzę, poglądy, mentalność i potrzeby ludzi żyjących wcześniej. Ich świat był zupełnie innym światem niż nasz, a język w czasie ulegał przekształceniom, i nabrał nowych znaczeń. Marton Csombor był człowiekiem wykształconym. Skrupulatnie czynił notatki w czasie swojej wędrówki, pilnie notował wszystko co wokół się działo. Na pewno podróż do Polski była jednak pewnego rodzaju zderzeniem kultur. Patrzył na XVII wieczną Polskę oczami człowieka z zewnątrz.



Nie wiemy też tego, na ile relacja Martona jest powtórzeniem czyjejś opowieści, na ile są to wiadomości, z którymi sam się zetknął. Owa notatka nie odnosi się też do czasu. Czy opisane fakty są współczesnymi, czy historycznymi. Nie wiemy też, czym właściwie był ów rów, w którym się znalazł podróżnik, ani kim był opisywany Pan na Tarnowie.



Skąd zaś mogli przybyć do Tarnowa górnicy? Najbliżej mieli z Bochni i Wieliczki, gdzie od dawien, dawna funkcjonowały doskonale kopalnie soli. A może byli to górnicy ze Złotego Stoku, gdzie wydobywano złoto, a najstarsze wzmianki o tamtejszej kopalni pochodzą z 1273 roku. Być może z już funkcjonujących w średniowieczu na Śląsku kopalni węgla kamiennego?.



Już dwa wieki wcześniej nastapił rozwój górnictwa, mając w osobie króla Kazimierza Wielkiego dobrego gospodarza wydobywania skarbów ziemi (w roku 1386 sprecyzował on zasady funkcjonowania kopalni). Kazimierz Wielki rozbudowywał miasta, i fortyfikacje obronne. Za jego czasów, a więc dużo, dużo wcześniej nim przybył do Tarnowa Csombor powstało w Polsce wiele znaczących budowli i dobrze się miały żupy solne.



Wbrew temu, co mogłoby się wydawać, górnictwo w czasach Csombora stało już na dość dobrym poziomie, skoro odnosząc się do kopalni w Złotym Stoku w XV w. piszą te słowa w historii tamtejszej kopalni: „Tymczasem, eksploatując złoże zapadające w głąb góry Haniak, górnicy w złotostockiej kopalni, pod koniec XV wieku osiągnęli głębokość 70 m. Na początku XVI wieku wydobycie zaczęto prowadzić również pod górami Krzyżową i Sołtysią, zaś pod Haniakiem, systemem sztolniowym, sięgnięto wówczas głębokości ok. 100 m.  Ponieważ drążone sztolnie nie były dotychczas odwadniane, w kopalni zaczęło narastało coraz poważniejsze zagrożenie zatopienia wyrobisk podziemnymi wodami. W tej sytuacji rozpoczęto więc głębienie pionowych szybów, przekazując tym samym starszym, prawie poziomym sztolniom, rolę "kanałów" odwodnieniowych i wentylacyjnych. W 1506 r. zaczęto głębić główną, odwadniającą cały górotwór sztolnię, której nadano wdzięczną nazwę Emanuel”. Ze strony: http://www.kopalnia.pulsar.net.pl/historia.html



Radzili sobie więc górnicy w różnych warunkach i potrafili wiele. Prawdopodobnie przekopanie tunelu, nie było dla nich większą trudnością. Czy rzeczywiście mogli więc w Tarnowie kopać ów sławetny „tunel”, który nawet nie wiadomo czy jest?



Pan Kazimierz Bańborski w czasie naszej rozmowy o hipotezach jest bardzo sceptyczny i kwestionuje umiejętności górników tych czasów. Podkreśla wyjątkowo trudną budowę geologiczną struktur pod miastem, istnienie rozlewisk Wątoku i to, że gdyby nawet taki tunel istniał byłby po prostu zalany. Zwraca uwagę na brak istotnych materiałów źródłowych, na podstawie których można by było przyjąć założenie, że tunel może istnieć.



W kronikach bernardynów wspomina się o podziemiach, ale jak podkreśla Pan Kazimierz "pod ziemią" nie znaczy to samo - co "tunel". Wzmianka ta dotyczy powstania podziemnej kaplicy Więzienia Pana, która była usytuowana przy południowych murach klasztoru. Znajdowała się ona prawdopodobnie w miejscu, w którym teraz przy ul Franciszkańskiej znajdują się PKZ.



Być może czas przyniesie odpowiedzi i na te pytania i wątpliwości… a my szukamy dalej. Niebawem relacja o badaniach archeologicznych na górze św. Marcina.



ejja

Komentarze...