Wyrzucili bezdomnych
access_time 2004-07-09 06:52:03

Bezdomni mieszkający na dworcu PKP w Mościcach zostali wczoraj rano wyproszeni przez Służbę Ochrony Kolei. Skarżą się, że mieszkali tu już od kilku lat, a teraz nie będą mieli co z sobą zrobić.

Na razie siedzimy sobie na ławeczce przed dworcem dzięki uprzejmości właściciela placu manewrowego, który się tu znajduje - mówi Andrzej Nytko. - Właściciel placu pozwolił nam tu przebywać na ławeczce do wieczora. A co ze sobą zrobimy potem, tego nie wiem. Pójdziemy koczować albo pod basen, albo pod Mościcką Fundację Kultury. Tam są daszki i spokojnie będzie można przenocować bez obawy, że deszcz zaskoczy nas w środku nocy.

Bezdomni z dworca w Mościcach byli zaskoczeni wczorajszą akcją Służby Ochrony Kolei, choć nie skarżą się na to, że była ona przeprowadzona w brutalny sposób. Wręcz przeciwnie, sokiści zachowywali się bardzo grzecznie. Przyszli jednak z samego rana, obudzili nocujących tu siedmioro osób i kazali w ciągu kilku minut opuścić halę dworca. - Kazali nam też zabrać rzeczy pod groźbą wyrzucenia ich na śmietnik - relacjonuje pan Stanisław.

Dworzec w Mościcach sprawia obecnie wrażenie całkiem opustoszałego. Przypomina raczej zaniedbaną wiejską stacyjkę gdzieś poza miastem. Wczoraj około godz. 10 oprowadzili mnie po niemal zupełnie opustoszałej hali dworcowej Andrzej Nytko i pan Stanisław. W hali dworca był jedynie w tym czasie sprzątający ani jednego pasażera.

- Kiedyś to dworzec ten tętnił życiem, zatrzymywały się pociągi i setki osób jadących do pracy w Mościcach wylegało ze składu na peron - wspomina pan Stanisław, który na dworcu w Mościcach mieszkał z przerwami od 1996r. - Teraz od strony Mościć to nawet drzwi zaryglowano na stałe, bo nie ma potrzeby, aby były otwarte. Dworcowe toalety też zamknięte na głucho. My załatwiamy od lat swoje potrzeby na świeżym powietrzu, w okolicach dworca...

Gdy rozmawiamy, podchodzi do nas pan Jurek, który próbował właśnie zatelefonować na numer infolinii dla bezdomnych, ale w słuchawce aparatu telefonicznego usłyszał, że nie ma takiego numeru. Wzrusza tylko ramionami. - Nie wiem, co zrobić - mruczy pod nosem. - Na karcie telefoniczniej mam już tylko trzy impulsy - skarży się kolegom.

- Wiem, zadzwońmy do TVN-u - odpowiada zmartwionemu koledze Andrzej Nytko i w chwilę potem wyciąga niewielką kartkę z krakowskim numerem ogólnopolskiej telewizji.

Pan Jurek twierdzi, że bezdomni na dworcu spełniali nawet pożyteczną funkcję, bo miejscowi chuligani nie byli tu już tak bezkarni. Obawiali się bezdomnych-strażników dworca. Miejscowym rozrabiakom nie było już tak łatwo namalować graffitti czy wybić szybę...

- Mam jeszcze tylko taką małą prośbę i wiem, że nigdy nie będziemy mogli się zrewanżować - żegna się na koniec z reporterem "Dziennika" pan Stanisław. - Potrzeba nam 3,50 zł, na wino. To był bardzo nerwowy ranek i trzeba jakoś ukoić nerwy...

Janusz Smoliński

Komentarze...