Z drogi nic nie widać.
access_time 2004-06-01 14:37:02

Dziś kolejna prezentacja z cyklu „Pytania radnych”. Poszliśmy śladem tematu, który poruszył Pan Józef Rojek na majowej Sesji Rady Miasta. Co dalej z budynkami obok Małopolskiego Rynku Hurtowego.

[[fotka1]] Tarnów ma szczęście do ruin. Być może to jakaś tarnowska tradycja i sposób na rozwiązywanie problemów - „co z tym fantem robić”, bo wszystko zaczęło się wieki temu, kiedy to pozostawiony sam sobie Zamek na górze św. Marcina, zniknął z krajobrazu w znany wszystkim sposób. Być może te fakty tkwią tak głęboko w świadomości, że są już tradycyjnym tarnowskim sposobem na wyburzanie budynków. Po co wkładać środki finansowe, skoro czas i erozja swoje zrobi. Można by nawet powiedzieć, że to wyjątkowy i nie opatentowany sposób na wykorzystanie sił natury. Można by tylko zasugerować, aby teren podlegający takim planowym działaniom ogrodzić i oblepić tabliczkami: „Proces erozji – termin wykonania 10 lat – Inwestor UM Tarnowa”.


Ale idąc tropem tego rozumowania, i pojawiających się rozmów o rekonstrukcji zamku na górze św. Marcina, cała kalkulacja bierze w łeb, a tarnowski sposób na zmiany w krajobrazie kojarzy się tylko z zabawą dziecka w piaskownicy. Plask… babkę łopatką, i zrobi się nową babkę. Niestety tarnowskie ruiny nie są z piasku. 


Mamy kilka takich mniejszych i większych „kwiatuszków” na terenie miasta. Większość z nich jest widziana z głównych ulic. Jadąc samochodem można podziwiać ruiny Owintaru u zbiegu Krakowskiej i Narutowicza, na terenie których trwają już prace rozbiórkowe, na ul. Matki Bożej Fatimskiej widać początkowy proces erozji w budynku, który nie znalazł swojego użytkownika, a miesiąc temu prezentowaliśmy rozpadającą się kotłownię na ul. Paderewskiego, o którą pytał Pan Stanisław Klimek na kwietniowej sesji RM.


Obiekty, które przedstawiamy dziś, znajdują się w rejonie Chyszowa. Dojechaliśmy z Panem Rojkiem w to miejsce, od ulicy Mościckiego. Znajduje się tu stary spichlerz wpisany do rejestru zabytków, stajnie i budynek, który niedawno był biblioteką. W oddali widać zabudowania, stanowiące kiedyś jedną całość z tymi, które prezentujemy  


„Tutaj jest zabytkowy spichlerz, który próbowaliśmy kiedyś sprzedać, aby się tym ktoś zajął” – mówi Pan Rojek. „To na pewno będzie kiedyś wykorzystane, ale jest zbyt duża opieszałość” 


[[fotka2]] Spichlerz stoi wśród pokrzyw i innego zielska. Podchodzimy bliżej. Otwarte na oścież drzwi i strach zajrzeć. W ciemnościach, w tej odrobinie światła padającego od drzwi, widać ziejącą w podłodze ogromną dziurę, świadczącą o tym, że jest ona spróchniała. Zdrowy rozsądek nie pozwala wejść do środka. Obok spichlerza znajdują się garaże. Wygląda na to, że są w dobrym stanie, brakuje im tylko drzwi. Na ścianie po prawo, wśród drzew, krzewów i zielska, ledwo dostrzegam tabliczkę „Obiekt grozi zawaleniem, wstęp surowo wzbroniony”.


„Tablica ta musiała zostać przybita zaraz po mojej interpelacji na Sesji, wcześniej jej nie było” -  komentuje Pan Rojek.  


Biblioteka ma całkiem dobry dach i widać, że nie dawno był remontowany. Drzwi nie ma, i bez problemu można wejść dalej. W środku totalna dewastacja. Nie mogę uwierzyć, gdy Pan Rojek mi mówi, że nie tak dawno temu, działała tu biblioteka – teraz są powyrywane z futrynami drzwi i okna, powyrywane drzwiczki pieców, zerwane podłogi, a wszędzie mnóstwo szkła.


„Nawet druty ze ścian są powyrywane i poszły na pewno na złom” 


Wiceprezydent Sasak, odpowiadając na Sesji, na pytanie: „Co z tymi obiektami?”- mówił, że była biblioteka, zostanie przeznaczona na mieszkania socjalne. Wielka szkoda, że nie uczyniono tego zaraz po likwidacji filii biblioteki - nim stało się to, co się stało. Teraz ta dewastacja, zwielokrotni koszty adaptacji budynku.


[[fotka3]] Obok biblioteki budynki stajni. Od strony biblioteki, nie ma żadnych tablic informujących o niebezpieczeństwie. Wchodzimy i tu bez problemu, bo nie ma żadnych drzwi. Wokoło mnóstwo śmieci świadczących o tym, że ten budynek ma swoich „specjalnego rodzaju” gości. Wyjście na dziedziniec z drugiej strony, i widok na stajnie szokuje. Wyglądają jak z upiornego snu. Nie ma już dachu. Cała powierzchnia między rozsypującymi się murami, zasypana jest połamanymi cegłami, dachówkami i krokwiami. Pod ogromne bale drzewa nie podchodzę. Wygląda na to, że niewiele trzeba, by się zwaliły i przygniotły kogoś nierozważnego. W żłobach pełno cegieł a nade mną błękit nieba. Po dachówkach leżących na ziemi przechodzimy na drugą stronę, do drugiego wyjścia. Teraz dopiero na zewnątrz zauważam tablicę: Obiekt grozi zawaleniem. Obiekt jest już praktycznie zawalony – pomyślałam - ale niebezpieczeństwo jest tam ciągle bardzo duże. Wystarczy, że zabłądzą tu jakieś dzieci i niewiele trzeba, by kogoś przywaliły ogromne sterczące tam krokwie. A że obiekt ma swoich gości, trudno było nie zauważyć. Świadczyły o tym nie tylko śmieci, ale i graffiti na wewnętrznych murach stajni.  


„Nie tak dawno, gdy byłem Prezydentem stajnie te były z dachami”


Przed budynkami piękny teren. Prawie w środku miasta, znajduje się spory kawałek miejsca na inwestycje. Świetna lokalizacja. Obok swoją siedzibę znalazło kilka firm i Małopolski Rynek Hurtowy. Na wschód rozciąga się 11 h lasku, który ciągnie się aż do ulicy Hodowlanej.  


„Mógłby tu być piękny park” -  mówi Pan Rojek i sama widzę, że ma rację. „- 11 h lasu w centrum miasta to jest cenna rzecz, bardzo cenna. Tak sobie myślałem i wyobrażałem, że przenosimy Giełdę z ulicy Cmentarnej. Tutaj uruchamiamy Małopolski Rynek Hurtowy, a las po uporządkowaniu stanie się nowym parkiem. Wszystko to w sumie stanowiło 25 h gruntu” 


Krótki spacer wśród ogromnych drzew, śpiewu ptaków, i żyjących tu ślimaczków - uzmysławia mi, że nie zdawałam sobie sprawy z tego, że w środku miasta mamy po prostu piękny las.  


Tarnów jest pięknym miastem, w którym zrobiono już bardzo dużo. W ciągu ostatnich 15 lat zmienił się nie do poznania na plus i ciągle dzieję się wiele dobrego. Na południe od ruin, o których piszemy, dobiega końca remont ulicy Mościckiego. Na północ drgnęło koło sprawy Małopolskiego Rynku Hurtowego. Jeszcze dalej na północ - tereny Klastera Przemysłowego, na którym również widać zaczątki pierwszych prac. 


Czy jest możliwe, aby Tarnów zmierzył się ze swoimi ruinami?


Miasto to nie tylko główny ciąg ulic w centrum, nie tylko przepiękna Starówka - ulubione miejsce tarnowian i naszych gości. Tarnów to także Mościce, Nowe osiedla, Chyszów i inne tarnowskie dzielnice. 


Kasa miasta nie jest z gumy i ma swoje ograniczenia. Ciągle trzeba podejmować decyzję i wybierać wśród spraw ważnych, ważniejszych, i mniej ważnych. To jest zrozumiałe. Ale może dałoby się zebrać informacje odnośnie tego, co jeszcze trzeba, co jest pilne i konieczne, by nie dopuścić do takiej dewastacji, jaką widzimy na zdjęciach poniżej.


Zdawać by się mogło, że bezwzględny priorytet ma bezpieczeństwo. Ruiny są takim niebezpieczeństwem, zagrożeniem dla życia. Po co czekać, aż zdarzy się tragiczny wypadek na spichlerzu, stajni, czy bibliotece. Po co czekać na wypadek w kotłowni na Paderewskiego, po co czekać, aż ktoś wpadnie do niezabezpieczonych studzienek kanalizacyjnych, tu i ówdzie.  


Skoro mamy problem, należy pomyśleć jak go rozwiązać. Na etapie rozsypywania się, na jakim są stajnie w Chyszowie, jedynym rozsądnym wyjściem z sytuacji wydaje się wjechaniem buldożerem i wywiezienie gruzu.


Nasze miasto nie musi dołączyć do tych w Polsce, o których się pisze: Coś się zawaliło, coś kogoś przywaliło. Jeszcze jest czas – spóźniony, ale czas na podjęcie szybkich decyzji.


http://info.onet.pl/928672,11,item.html


Nasi Radni i Prezydent miasta - mają dużo pracy. Nie wszędzie mają możliwość dotrzeć. Nie wszystko zobaczyć. I dlatego ten reportaż, którym chcemy przybliżyć sprawę, którą należałoby się zająć. Mam nadzieję, że to, co napisaliśmy i poniższy fotoreportaż, potraktują jako swoje trzecie oko, które pozwoli im zobaczyć to, czego jeszcze w natłoku spraw do załatwienia - nie zauważyli.


 

Komentarze...