Pierwsza riksza w mieście
access_time 2004-05-12 08:44:35

Po centrum Tarnowa od dwóch dni można przejechać się rikszą. Kurs po centrum miasta kosztuje dwa-trzy złote. Riksza jest trzyosobowa i ma już pierwszych zwolenników, którzy skorzystali z jej usług.

Riksza jest prywatną inicjatywą. Kieruje nią Marek Zawisza, który wozi chętnych po uliczkach Starego Miasta i po Wałowej. Choć mówi, że sam pomysł nie wyszedł od niego, ale od jego teścia, Edwarda Wałaszka. Teść zaraził się pomysłem podczas jednego z wyjazdów.

- Teść mój był w Lądku Zdroju i tam zaobserwował, że dość dużo riksz wozi turystów - mówi Marek Zawisza, który jeździ eurorikszą po tarnowskim Starym Mieście. - Wspólnie więc postanowiliśmy uruchomić rikszę także w Tarnowie. Na razie sprawdzamy, jak duże będzie zainteresowanie. Sondujemy, co z tego pomysłu wyjdzie i czy w ogóle wypali, czy też nie.

Marek Zawisza jeździ swoją rikszą po Starym Mieście dopiero od trzech dni. Jak na razie oczywiście nie ma dużego zainteresowania tymi przejazdami.

Sam mówi, że można je określić jako średnie. Zdarzyli się już natomiast chętni rodzice z dziećmi oraz młodzi ludzie, którzy chcieli przyszpanować.

Jak powiedział nam Marek Zawisza, w ciągu dwóch pierwszych dni przewiózł około 20 osób, ale liczy, że ruch się zwiększy, zwłaszcza, że pogoda była wtedy niespecjalna.

Pierwsza tarnowska riksza jest trzyosobowa, tzn. mogą nią podróżować trzy dorosłe osoby. Wyposażona jest w radio, więc jeśli ktoś chce posłuchać po drodze muzyki lub wiadomości, jest to możliwe.

Aby uruchomić kursy rikszą, Marek Zawisza - jak nam powiedział - nie musiał rejestrować osobnej działalności gospodarczej.

- Byłem z tym problemem u prezydenta miasta, ale powiedział mi, że nie może wydać takiego zezwolenia, bo jest to zwykły rower i po prostu można na tym jeździć - mówi Marek Zawisza. - W wydziale komunikacji powiedziano mi to samo. Natomiast mój teść Edward Wałaszek jeździ na taksówce i dzięki temu sprawa podatku będzie opłacana na książkę. Urząd Skarbowy nie będzie więc miał żadnych zastrzeżeń.

Wśród klientów, którzy zjawili się w pierwszych dwóch dniach było kilku pragnących pojechać aż na osiedla. Dlatego Marek Zawisza już teraz nie wyklucza, że zamontuje w swoim pojeździe silniczek.

Ale to są już odleglejsze plany. - Wtedy będę miał możliwość wożenia na dalsze dystanse - powiedział nam. Problem z dalszymi wyjazdami jest także tego typu, że gdy rikszą jadą trzy osoby, Marek Zawisza ma kłopoty natury praktycznej.

- Gdy jedziemy po prostej, to w rikszy mogą siedzieć nawet trzy osoby i to tęgie, ale gdy natrafiamy na górkę, to wtedy jest problem - powiedział nam tarnowski rikszarz.

Powiedział nam także, że rikszę zrobił we własnym zakresie. Jest to więc pojazd własnej roboty, który wykonał razem z teściem w ramach czasu wolnego. Już w ub. roku przystąpili do prac nad rikszą.

A skąd nazwa euroriksza? - To nawiązanie do nazwy sieci taksówkarskiej, w której jeździ mój teść - tłumaczy Marek Zawisza. - Tam jest Euro-taxi, a u mnie euroriksza. Poza tym to nawiązanie także do wstąpienia Polski do Unii Europejskiej.

(Smol)

Komentarze...