Komu przeszkadzają motoparalotnie nad Tarnowem?
access_time 2019-08-07 10:55:00
Motoparalotnie na tarnowskim niebie to żadna nowość, ale od pewnego czasu grupa tarnowian mieszkających w rejonie lądowiska przy Górze św. Marcina, skarży się na męczący hałas silników, który uniemożliwia im spokojny wypoczynek, bo – jak twierdzą –pojawia się tuż przed wschodem słońca i nie daje im żyć przez cały dzień. Na wniosek jednego z mieszkańców sprawą zajmuje się policja, Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska, a w niedalekiej przyszłości być może nawet Europejski Trybunał Praw Człowieka.

- Otrzymaliśmy zgłoszenie, które dotyczyło latających nad domem zgłaszających paralotni, które mają zakłócać ciszę i spokój. Zgłaszający podnoszą, że nad ich posesją startują i lądują samoloty, paralotnie, drony i zakłócają im ciszę i spokój nadmiernym hałasem oraz warkotem silników. Przez ten hałas nie mogą poprawnie funkcjonować i wpływa to negatywnie na ich zdrowie. Sprawą zajmuje się Wydział Prewencji KMP w Tarnowie. Z chwilą zebrania wszystkich niezbędnych dokumentów oraz po wykonaniu wszystkich czynności zostanie podjęta merytoryczna decyzja w tej sprawie. - mówi asp. sztab. Paweł Klimek, rzecznik prasowy KMP w Tarnowie.

Prezes Areoklubu Ziemi Tarnowskiej, Jan Dolasiński, który dzierżawi teren od miasta tłumaczy, że działają zgodnie z prawem, również wykonywanie lotów od pół godziny przed wschodem słońca do pół godziny po zachodzie słońca jest legalne i zgodne z przepisami. 

- Aeroklub istnieje od 15 lat, a protesty są pewną nowością. Sytuacja jest nakręcona przez jednego człowieka, który mieszka około kilometra stąd, natomiast ma z aeroklubem i ze mną prywatny zatarg, za co również odpowie przed sądem. - mówi Jan Dolasiński, prezes Aeroklubu Ziemi Tarnowskiej - Protest dotyczy 60 osób, bo podobno tyle podpisało się pod listą, której nigdy nie widziałem. W odległości niespełna kilometra od lądowiska mieszka ponad trzy tysiące mieszkańców, więc proszę policzyć jaki to procent. 

Rzeczywiście, nie wszystkim sąsiadom lądowiska przeszkadzają motoparalotnie:  - Uważam, że to są zwykłe fanaberie jednego pana. Motoparalotnie tyle lat latają i nikomu to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie, dla dzieci to prawdziwa frajda. - przekonuje pani Joanna, która mieszka w pobliżu lądowiska : - W moim domu nie słychać motorów lotni, dopiero jak wychodzę na zewnątrz i latają nad moim domem, ale to też nie jest jakiś bardzo uciążliwy hałas, kosiarka chodzi głośniej. Nikomu z domu to nigdy nie wadziło, wręcz przeciwnie bardzo lubimy patrzeć jak latają i mam nadzieję, że aeroklub będzie działał dalej. 

Spytaliśmy Łukasza Wojtarowicza, który zbierał podpisy, czy widzi jakieś rozwiązanie konfliktu: - Jedyne wyjście, to wyprowadzić się, ale przecież nie o to chodzi. Nie może być tak, że czyjaś pasja uprzykrza życie innym od rana do wieczora. Hałas pojawia się przed wschodem słońca i nie daje żyć przez cały dzień. Jestem strzępkiem nerwów, czuję już permanentne zmęczenie tym dźwiękiem. Moje dzieci chodzą do szkoły muzycznej i nie są w stanie odrabiać lekcji i ćwiczeń. Jest jeszcze sprawa szybowców, które tracąc łączność nad liniami wysokiego napięcia nierzadko lądują na domach mieszkańców i w ogrodach. Boję się, że któregoś dnia szybowiec wpadnie na moje dziecko. Kilka lat temu był przypadek, że taki szybowiec spadł na zakład karny.

Zarzuty te odpiera prezes aeroklubu - Dbamy o międzysąsiedzkie stosunki. Jeżeli zdarzy się jakiś start wcześnie rano, to tylko dlatego, że odchodzimy na przelot. W przypadku motoparalotni z napędem jest to związane z tym, że przepisy określają, że te statki powietrzne mają latać w warunkach atermicznych, a takie warunki są właśnie rano i wieczorem, natomiast chcę podkreślić też to, że tych dni lotnych w ciągu roku jest maksymalnie kilkadziesiąt, dlatego mówienie, że jest to uciążliwość, że latamy 24 godziny na dobę, albo cały dzień, siedem dni w tygodniu, jest bzdurą i to potwierdzi każdy, kto mieszka w pobliżu. Nie jest to bardziej uciążliwe niż przejeżdżający pociąg - mówi Jan Dolasiński - Jeżeli chodzi o linie wysokiego napięcia i wszystkie przeszkody, to są one ujęte w instrukcji operacyjnej. Zarówno ona jak i zasady wykonywania lotu są zaakceptowane zarówno przez Polską Agencję Żeglugi Powietrznej, jak i Urząd Lotnictwa Cywilnego. Co więcej sama gmina wyraziła zgodę, żebyśmy dzierżawili teren i nim zarządzali.

Łukasz Wojtarowicz jest przekonany, że dopnie swego: - Jestem optymistą, jeśli chodzi o rozwiązanie problemu. Nie może być tak, że ponad prawami człowieka, stoi męcząca dla innych pasja kilku ludzi. Na jego wniosek, poza policją sprawą zajmuje się także Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska, który ma sprawdzić, czy są przestrzegane normy hałasu. Wyniki mają być znane w połowie września. Pan Łukasz twierdzi, że jeżeli polskie prawo nie pomoże, będzie interweniował nawet w Europejskim Trybunale Praw Człowieka.

Komentarze...