Agnieszka z Tarnowa walczy o życie. Pilnie potrzebuje pomocy
access_time 2019-08-26 22:00:00
Agnieszka z Tarnowa pomaga niepełnosprawnym, teraz sama potrzebuje wsparcia. Zmaga się z nowotworem złośliwym płuca z przerzutami do kości i mózgu. Chorobę zdiagnozowano, kiedy rak był już w zaawansowanym stadium. Kobieta, aby przeżyć potrzebuje leku, którego roczna dawka kosztuje 350 tysięcy złotych i nie przysługuje jej na niego refundacja.

Pierwsze niepokojące symptomy pojawiły się, gdy Agnieszka skończyła 40 lat. - Zaczął mnie boleć bark, coraz mocniej i mocniej. Ból narastał mimo zabiegów i masaży, leki nie pomagały. - pisze na stronie siepomaga.pl Agnieszka - Dzień przed wyjazdem pojechałam do ortopedy. Wtedy przeżyłam pierwszy szok - w mojej kości jest dziura o średnicy 2,5 centymetra, nacieka na mięsień. Zamiast wakacyjnego wyjazdu, operacja. Potem męka czekania na wynik histopatologiczny. Żyłam nadzieją, że to coś łagodnego... Niestety. Badania guza załamały mnie psychicznie. Rozpoznanie - rak płuca z przerzutami do kości.

Szansą okazał się nowoczesny, ale bardzo drogi lek Tagrisso. - Niestety, okazało się, że leki nie są jeszcze u nas zarejestrowane, a refundacja jest niemożliwa - przez wcześniejszą chemię NFZ stwierdził, że nie spełniam wymogów proceduralnych… - informuje 42-latka - Było już ze mną bardzo źle, nie mogliśmy dłużej czekać. Postanowiliśmy sami kupować lek… Poszły na to wszystkie oszczędności, wzięliśmy pożyczki. To była kosztowna decyzja, jednak najlepsza, którą mogliśmy podjąć - okazało się, że choroba została zatrzymana, a nawet zaczęła ustępować!

Niestety, po piętnastu miesiącach skutecznego leczenia, choroba znów dała o sobie znać, ale też pojawiła się nowa szansa. - Gdy byłam bliska załamania, od mojego wspaniałego onkologa dowiedziałam się, że to jeszcze nie koniec! Istnieje lek, bardzo skuteczny, III generacji, idealnie dobrany do mojego rodzaju raka, który podaje się wówczas, gdy poprzedni przestaje działać. - pisze kobieta - To było jak euforia, cała rodzina i przyjaciele szaleli z radości! Niestety, ta trwała krótko, a zastąpiło ją przerażenie - trzeba zebrać 360 tysięcy złotych. Tyle kosztuje rok leczenia… NFZ proponuje mi tylko leczenie paliatywne - umieranie z uśmierzaniem bólu. Jak jednak mam się poddać wiedząc, że mam jeszcze szansę, że mogę żyć wiele lat, być z chłopcami, wrócić do pracy? W ciągu najbliższych dni muszę rozpocząć leczenie lekiem Tagrisso. Bez tego za chwile mnie nie będzie… Boję się, ale nie tracę wiary.

W tym wyścigu z czasem liczy się każda minuta i każda złotówka. Zbiórkę pieniędzy prowadzi fundacja Siepomaga. Link do strony znajduje się TUTAJ

Komentarze...