Tarnowski wspinacz Marcin Dzieński wygrał wyścig z... windą
access_time 2019-09-06 11:20:00
Tarnowianin Marcin Dzieński, mistrz świata z 2016 roku i aktualny mistrz Europy we wspinaniu na czas (speed climbingu), wziął udział w nietypowym wyścigu. Jego rywalem była… winda. W Centrum Olimpijskim w Warszawie nie tylko dał popis wyjątkowych umiejętności, ale też zaprezentował dyscyplinę, która zadebiutuje w programie igrzysk olimpijskich w Tokio w 2020 r.

Marcin ścigał się z windą w budynku Centrum Olimpijskiego w Warszawie. Wyścig odbył się w nocnej scenerii, na specjalnie wybudowanej 23-metrowej ścianie wspinaczkowej (wysokość 6. piętra). Przebiegnięcie ściany o 8 metrów dłuższej niż obowiązujący na zawodach standard zajęło mu 12,12 sekundy i zaledwie o włos wyprzedził rozpędzoną obok windę.

- To była walka z samym sobą, żeby cisnąć do końca, mimo iż nie czułem już pod koniec rąk ze zmęczenia. Zazwyczaj na treningach biegam te przepisowe 15 metrów i moje ciało jest przystosowane właśnie do takiego wysiłku, a tutaj miałem jeszcze 8 metrów do pokonania, a to jest przecież dla mnie około 50 procent więcej dystansu niż standardowo. Pomysł, żeby to zrobić pojawił się mniej więcej rok temu w rozmowie z kolegą. Wiele razy to sobie wyobrażałem i cieszę się, że udało się to zrealizować w tak wyjątkowym miejscu, jakim jest Centrum Olimpijskie w Warszawie. Wspinaczka sportowa będzie na igrzyskach i najwyższa pora przybliżać ją kibicom, zwłaszcza, że Polacy odnoszą sukcesy w tej dyscyplinie sportu. W ostatnich trzech mistrzostwach świata w „czasówkach” zdobyliśmy aż 4 medale. To naprawdę znakomite wyniki, a konkurencja przecież nie śpi. Poziom sportowy na świecie podnosi się praktycznie z miesiąca na miesiąc, więc trzeba mieć warunki i bardzo ciężko trenować, by się dalej rozwijać i rywalizować o najwyższe cele - powiedział Marcin Dzieński po swoim wyczynie.

Najbliższymi, bardzo ważnymi startami Marcina, będą mistrzostwa Europy na początku października, w których będzie bronił złotego medalu wywalczonego w 2017 roku.

Fot. Marcin Kin/Red Bull

Komentarze...