To pierwszy taki proces w dziejach polskiego wymiaru sprawiedliwości. Biskup tarnowski stanął przed sądem
access_time 2026-02-18 13:55:00
Przed Sądem Rejonowym w Tarnowie rozpoczął się proces biskupa Andrzeja Jeża oskarżonego przez prokuraturę o zwłokę w informowaniu organów ścigania o przestępstwach dwóch księży pedofilów. To przypadek bez precedensu i pierwsza taka sprawa w Polsce, w której przed sądem staje urzędujący hierarcha kościelny.

Tarnowska prokuratura oskarżyła biskupa Andrzeja Jeża o zwłokę w informowaniu organów ścigania o molestowaniu dzieci przez dwóch księży z diecezji tarnowskiej - ks. Stanisława P. i ks. Tomasza K. Ten pierwszy, który w latach 1987 - 2008 miał skrzywdzić co najmniej 95 chłopców w parafiach zarówno w Polsce, jak i na Ukrainie, niestety uniknie odpowiedzialności, bo jego przestępstwa się przedawniły. Mógłby zostać ukarany, gdyby jeszcze w 2002 roku władze kościelne zgłosiły sprawę do prokuratury. Wówczas nie było jednak obowiązku denuncjacji pedofilii; zmieniło się to dopiero w 2017 roku. Co więcej, w 2022 roku Sąd Najwyższy uznał, że odpowiadać karnie mogą również osoby, które nie zawiadomiły organów ścigania o przypadkach pedofilii, jeśli wiedzę o tych czynach miały przed lipcem 2017 roku. O to właśnie oskarżany jest biskup ordynariusz diecezji tarnowskiej. Z kolei o sprawie ks. Tomasza K. podejrzanego o dokonanie przestępstw seksualnych wobec trzech małoletnich, biskup miał wiedzieć od 2018 roku, natomiast zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa kuria złożyła do prokuratury w grudniu 2021 r. W obu tych przypadkach zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa wpłynęło od delegata biskupa tarnowskiego ds. wykorzystywania seksualnego małoletnich ze zwłoką trzech lat.

Proces rozpoczął się o godz. 9.30. Biskup pojawił się w sądzie w stroju cywilnym - w czarnej marynarce i koszuli z koloratką. Zgodził się na publikację nazwiska i wizerunku, podkreślił, że "bardzo o to prosi". Poinformował, że zarabia 4 806 zł brutto. Do zarzutów się nie przyznał. Stwierdził, że dochował wszelkiej staranności co do obowiązku zgłoszenia odpowiednim organom państwowym przypadków przestępstw przeciw małoletnim, o których miał wiedzę. Przedstawił także działania podjęte przez siebie oraz delegata ds. wykorzystywania seksualnego osób małoletnich wobec podejrzanych księży.

- Pedofilia w ogóle, a zwłaszcza w kościele jest naganna i należy z nią z całą stanowczością podejmować walkę, oczywiście wykorzystując systemy prawne i nie tylko. Moja opinia na ten temat w środowisku nie tylko współpracowników, ale też diecezjan, jest znana. Na ten temat mówiłem wielokrotnie do wszystkich kapłanów w ramach kongregacji, poruszałem tę tematykę naganną jeżeli chodzi o kościół, który musi się oczyścić z pedofilii w czasie wywiadów radiowych, a także w komunikatach, które systematycznie wydawałem w tej sprawie i które są ogólnie dostępne. Te działania spotykały się w pewnych grupach duchowieństwa z niechęcią i nawet atakami na moją osobę, uważałem jednak że konsekwentnie musimy prowadzić te sprawy do końca - mówił biskup.

- Aby ten cel osiągnąć, w kwietniu 2015 roku powołałem delegata biskupa tarnowskiego do spraw molestowania małoletnich w diecezji tarnowskiej w osobie ks. prof. Roberta Kantora, który jest dobrym specjalistą, jeżeli chodzi o prawo kościelne. Pragnąłem, aby procesy kościelne, ale także relacja do ustawodawstwa cywilnego, były prowadzone rzetelnie. Muszę podkreślić, że delegat ma pełną władzę i autonomię w działaniach związanych z przyjmowaniem tych spraw. Prowadził proces wstępny, w którym chodziło o uwiarygodnienie zaistnienia danego przestępstwa. Po wstępnym procesie, przed lipcem 2017 roku delegat zachęcał osoby poszkodowane do tego, aby dokonały zgłoszenia do właściwych organów ścigania. Muszę podkreślić, że chyba głównie ze względu na lęk przed ostracyzmem w swoim środowisku te osoby nie dokonywały tych zgłoszeń. Trzeba powiedzieć też, że od początku otoczyliśmy specjalistyczną opieką psychologiczną lub psychiatryczną te osoby, które zdecydowały się to zrobić. Stworzyliśmy program opieki nad tymi osobami "Od łez do łaski" - jest to jedyny w Polsce program opierający się na rekolekcjach terapeutycznych, który pomaga pokrzywdzonym, jeśli zechcą się zgłosić. Muszę powiedzieć, że 1 na 10 to są osoby pokrzywdzone przez duchownych, pozostali zostali skrzywdzeni przez osoby nieduchowne - podkreślał bp Andrzej Jeż, który na koniec przeprosił ofiary księży pedofilów.

Według obrońcy biskupa, mecenasa Zbigniewa Ćwiąkalskiego, bp Andrzej Jeż jest "kozłem ofiarnym" w tej sprawie. - Biskup nie ma zarzutów, że nie zamierzał zgłosić przestępstwa pedofilii, że próbował ukryć cokolwiek. Tutaj zarzuty dotyczą tylko tego, czy zgłosił to w odpowiednim momencie, czy nie. Mamy do czynienia z pierwszym tego typu przypadkiem, nie ma drugiej takiej sprawy w Polsce, a to przecież nie jest tak, że wszędzie zgłaszano od razu albo zaraz następnego dnia. Trzeba było kogoś pierwszego oskarżyć, że nie zgłosił przestępstwa niezwłocznie. Pytanie, co to znaczy niezwłocznie? - powiedział.

Głośny, medialny proces przyciągnął do sądu zarówno osoby wspierające oskarżonego, jak i antyklerykałów, walczących o wypowiedzenie przez Polskę konkordatu. Przed salą rozpraw pojawiła się też mieszkanka jednej z miejscowości w powiecie tarnowskim, która wiele lat temu została skrzywdzona przez księdza - pedofila z diecezji tarnowskiej.

Kolejna rozprawa zaplanowana jest na 2 marca.

Agnieszka Cichy / fot. Tomasz Schenk

Komentarze...
testststs 10,2,9,1,A,821