Talia 2004: dzien 1 - "Wieczór kawalerski".
access_time 2004-10-03 10:55:24
Spektaklem inaugurującym VIII Międzynarodowy Festiwal Komedii, był spektakl „Wieczór kawalerski” wedle scenariusza R. Hawdona. Widowisko dobrze znane tarnowskim widzom, gdzie swoją premierę miał niespełna pół roku temu.
[[fotka1]] Tarnowski Teatr im. L. Solskiego
„Wieczór kawalerski”

tekst R. Hawdon
Przekład – Elżbieta Wodniak
Reżyseria – Janusz Szydłowski
Scenografia – Anna Sekuła
Choreografia – Jacek Tomasik
Muzyka – Krzysztof Szwagier
Obsada - Anna Lenczewska, Piotr Jędrzejczak (gościnnie), Paweł Okrasa (gościnnie), Ewa Romaniak, Jolanta Januszówna, Mariusz Szaforz, Ewa Breguła (gościnnie).


Przyszły pan młody budzi się po upojnym wieczorze kawalerskim, zauważa że w łóżku obok leży obca dziewczyna. Staje się to pretekstem do lawiny pomyłek i farsy jaką musi odegrać przed przyszłą żoną oraz przyjacielem.

Scenariusz angielskiego autora i aktora zarazem, to doskonały portret współczesnych młodych. Rzecz dziać może się właściwie wszędzie, nie ma znaczenia narodowość czy status postaci, bowiem Howdon doskonale uchwycił globalny problem każdej małomiasteczkowej, czy wielkomiejskiej młodzieży. Sztuka błyskotliwa, zaskakująca, znakomicie nadaje się do odegrania w teatralnej przestrzeni. Wymaga tylko aktora – i jego kreacji przez siebie granej postaci.

Cała akcja toczy się w przeciągu dwóch godzin, ale to wystarcza by w życiu bohaterów zapanował chaos i wszyscy zdołali sobie nieźle skomplikować życie. Przestrzeń to hotelowy apartament, gdzie główną rolę pełni nie jak można by się domyślać łóżko, ale drzwi, które odebrać można jako metaforę życia. To przez nie się wchodzi i wychodzi, za drzwiami się podsłuchuje, zamyka by być niedostępnym dla osób postronnych, trzaska, by definitywnie pozostawić za sobą cały towarzyszący życiu rozgardiasz i niepokój. Sama scenografia, to detal, symbol życia zamożnego i dostaniego, ale i niedostępnego. To tylko namiastka, namacalność czegoś na specjalną okazję, czym bez wątpienia jest ożenek. Hotelowy pokój to także anonimowość, tam można robić wszystko, uznając że występki zostaną niezauważone. Ale tak u Hawdon’a nie jest, bo występek jakiego dopuścił się główny bohater Bill, zostaje wywleczony na sam wierzch, a widzowie nie po raz pierwszy przekonują się że kłamstwo ma zawsze krótkie nogi.

Postacie budowane są u Hawdona, na stereotypach współczesnych młodych, ale uważny widz, dostrzega jego płytkość i zagubienie. Inteligentny Pan Młody, chce ratować swój związek, ale sam gubi się w intrydze, którą sam uknuł, w końcu miota się pomiędzy sobą, a tym, co zrobił – zdradą. Wykorzystuje przyjaciela Toma, po to tylko, by ratować twarz przed własnym światem. W pewnym sensie mu się to udaje, ale sprawa komplikuje się jeszcze bardziej w momencie, kiedy uświadamia sobie, że nocna przygoda może być zaczątkiem nowej miłosnej gry. Panna Młoda – wydaje się, że od początku wie doskonale co mniej więcej zdarzyło się w noc po wieczorze kawalerskim, ale raczej nie dopuszcza do siebie tej myśli, jest zbyt pochłonięta mającym nastąpić ślubem. Do tego zdaje się, że jest zbyt egoistyczna, by pozbyć się tej przyjemności, jest w stanie wytrzymać wszystko, bo sama wie, że doskonale potrafi manipulować swym wybrankiem. Świetnie uwidacznia to scena, kiedy to wykłada swemu przyszłemu mężowi jak ma wyglądać ich wspólne życie, jednocześnie wykorzystując swoją największą przewagę – erotyczną.

Wspomniany już wcześniej przyjaciel państwa młodych Tom, jako jedyny chce dotrzeć do prawdy, a mianowicie chce dociec, gdzie podziała się jego nowa dziewczyna. Nie zdaje sobie sprawy z tego, że prawda obróci się przeciwko niemu samemu. Do prawdy chce dotrzeć także inna bohaterka – pokojówka July, ale jest zbyt słaba i zręcznie manipulowana przez mężczyzn, by powiedzieć cokolwiek, a czasami ma się wrażenie, że po prostu nikt nie chce jej słuchać. Neutralnie z kolei stara się zachować Judy, ale kapituluje w momencie, kiedy Bill daje jej do zrozumienia, że właściwie nie ma nic przeciwko temu by z nią być.

Komicznymi postaciami w całej tej farsie pozostaje matka Panny Młodej, której zachowanie zmierza tylko do tego by „ubrać” córkę do ślubu, czy uspokoić wściekłego męża. Samego ojca Panny Młodej nie poznajemy, jest tylko epizodyczną postacią w tle, ale poznajemy za to właściciela hotelu Georga, który pojawia się pod koniec, i niczym Dulski chce wszystkich „wynieść do diabła”.

Efektem całego zamieszania i śmiesznych sytuacji, zwłaszcza językowych jest ulotnienie się Pana Młodego i jego nowej kochanki, a reszta nadal próbuje dojść do prawdy. Sam finisz to absurdalny taniec, przywodzący na myśl ten „chocholi” z „Wesela” Wyspiańskiego. W rytm żywej muzyki, wszyscy bohaterowie tańczą z uśmiechem przyklejonym do twarzy, jak w marazmie absurdalnej rzeczywistości.

Całość zgrabnie wyreżyserowana, pełna ironii i śmiechu fabuła, która toczy się na oczach widzów. Ale w śmiechu jaki słychać było na wypełnionej po brzegu sali teatru, zapewne pojawiła się porażająca wręcz prawda o tym jak naprawdę farsa przypomina współczesne życie.

(as)
fot. Darek Górecki
Komentarze...