Profilaktyka dla smyka
access_time 2016-04-08 09:50:00
Brak dozoru nad małymi dziećmi bywa przyczyną wypadków, stwarzających zagrożenia dla ich zdrowia i życia – mówił dyrektor medyczny Centrum Zdrowia Tuchów, lekarz specjalista anestezjologii i intensywnej terapii Wojciech Praefort podczas spotkania „Profilaktyka dla smyka” w Centrum Kultury Wsi Polskiej w Wierzchosławicach.

Pozostawienie dwulatka pod opieką czterolatka przy traktorze, dziecko ściągające na siebie garnek z gotującą się zupą, maluch bawiący się w sąsiedztwie oczka wodnego – to zdarzenia, w których brak wyobraźni dorosłych może przyczynić się do powstania zagrożeń. Dzieci w wieku przedszkolnym często stają się ofiarami zatruć silnie toksycznymi środkami chemii przemysłowej, stosowanej np. do udrażniania rur kanalizacyjnych. W takich przypadkach trzeba jak najszybciej skontaktować się z lekarzem.

- To, co widać w jamie ustnej należy wypłukać. Tak obficie, jak tylko możliwe. Byłbym ostrożny z neutralizacją poprzez podawanie mleka. W przypadku środka typu Domestos, powodującego oparzenia przełyku - może bowiem wywołać torsje, które wzmocnią jeszcze dotychczasowe obrażenia i spowodują kolejne. Udzielałem pomocy dziecku, jakie doznało ogromnego zbliznowacenia jamy ustnej. Po podstawowym leczeniu potrzeba było skomplikowanych operacji plastycznych – relacjonuje dyrektor medyczny CZT.

Kiedy dziecko po niebezpiecznym zdarzeniu straci przytomność, należy się skupić na sprawdzeniu, czy oddycha. Dzieci mają bowiem większe zapotrzebowanie na tlen niż osoby dorosłe. Ich mięśnie są gorzej rozwinięte, ponadto szybciej się męczą i wyczerpują. Dlatego masaż serca jest potrzebny stosunkowo rzadko. Tak może być w przypadku porażenia prądem elektrycznym, zatrucia lekami czy migotania komór serca.

Jeżeli nie widzimy żadnych ruchów klatki piersiowej, działanie na miejscu zdarzenia zaczynamy od sprawdzenia drożności dróg oddechowych. Tętno powinno się sprawdzać na tętnicy szyjnej, to jednak zdaje egzamin głównie u większych dzieci. Ponieważ maluchy prawie nie posiadają szyi, dlatego do sprawdzania można wykorzystać tętnicę udową w pachwinie lub tętnicę ramienną na wewnętrznej części ręki.

Kiedyś dziecko znalazło na dywanie centymetrowy kawałek obsadki od długopisu. - Po włożeniu do ust został on wciągnięty do dróg oddechowych. Tam przebił oskrzele i doszło do rozlicznych konsekwencji. Dziecko zachłysnęło się wymiocinami i doszło do zatrzymania krążenia. Przeżyło, ale poważne konsekwencje zdarzenia odczuwa do dzisiaj – opowiada doktor.

Nasłuchujemy zatem oddechu, a jeśli słyszymy, że jest charczący czy świszczący - udrażniamy drogi oddechowe, odchylając głowę do tyłu. Najczęściej przyczyną niedrożności dróg oddechowych jest zapadnięty język. Ciała obce usuwamy tylko, kiedy są widoczne. Wygarniamy je palcem. Jeśli jest możliwość, że coś może wypaść, odwracamy dziecko na ręce głową w dół i otwartą dłonią uderzamy między łopatki. W przypadku dzieci starszych stajemy za osobą poszkodowaną obejmujemy ją pod mostkiem i uciskamy pod klatką piersiową, by wypchać ciało obce.

Jeżeli są dwie osoby, jedna idzie po pomoc, a druga wykonuje czynności resuscytacyjne. W przypadku dzieci zaczynamy resuscytację od pięciu oddechów ratowniczych. U małych dzieci trzeba mieć na względzie dysproporcję pomiędzy naszą objętością płuc a objętością płuc dziecka. Prowadząc wentylację odchylamy żuchwę, drugą rękę umieszczając na czole i obejmujemy naszymi ustami zarówno usta, jak i nos dziecka.

Wdmuchujemy powietrze spokojnie, wdech ma trwać około sekundy. Kątem oka patrzymy, czy klatka piersiowa się podnosi. Ilość wdmuchiwanego powietrza zależy od wieku dziecka. Nasz oddech wystarcza na kilka oddechów malucha. Następnie wykonujemy 30 uciśnięć klatki piersiowej. W miejscu na linii łączącej brodawki sutkowe u małych dzieci przykładamy dwa palce, a u bardzo małych po prostu obejmujemy dłońmi klatkę i palcami prowadzimy masaż.

W przypadku dzieci starszych masujemy dłonią opartą w miejscu przejścia w nadgarstek. Staramy się robić to rytmicznie. Klatka powinna się wyraźnie ugiąć. Dzieci mają klatkę elastyczną, która łatwiej się poddaje naciskowi. Trzeba z tym spieszyć. W minucie powinniśmy zmieścić ponad sto uciśnięć. U małych dzieci nawet sto pięćdziesiąt.

Po pierwszych pięciu oddechach utrzymujemy tempo 2 oddechy 30 uciśnięć. Jeżeli jesteśmy sami, dopiero po minucie prowadzenia akcji wzywamy telefonicznie pomoc. Czynności kontynuujemy aż do przybycia pogotowia. Przy bardzo małych dzieciach telefon można trzymać przy ramieniu i masować dziecko w trakcie telefonowania.

Komentarze...