Rolling Stonesi w CSM. Film nie tylko dla fanów
access_time 2016-12-12 08:00:00
W 2016 roku The Rolling Stones wyruszyli w kolejną trasę koncertową i dosłownie "przetoczyli się" przez Amerykę Południową. Zagrali m.in. w Chile, Argentynie i Brazylii. W sumie dziewięć krajów. Dziesiąta okazała się Kuba - miejsce, gdzie Stonesi nigdy wcześniej nie wystąpili. Film jest jednak czymś więcej niż tylko zapisem tych wydarzeń. Jedyny seans w piątek, 16 grudnia.

Im bliżej finałowego koncertu w Hawanie, tym większe napięcie paraliżowało organizatorów. Zaraz po ogłoszeniu oficjalnej informacji, że koncert się odbędzie, fani oszaleli, a poziom ich oddania dla zespołu przybrał znamiona oficjalnego kultu. Od Chile aż po Kubę zespół witany był z aplauzem, jaki towarzyszył mu w latach 60. ubiegłego wieku. Widać to szczególnie wyraźnie na koncertach plenerowych, których zapisy stanowią blisko połowę tego niezwykłego filmu, a zwłaszcza na koncercie w Hawanie, w którym uczestniczyło 1.200.000 widzów.

  • OBSADA: Mick Jagger, Keith Richards, Charlie Watts
  • REŻYSERIA: Paul Dugdale
  • SCENARIUSZ: Sam Bridger, Paul Dugdale
  • ZDJĘCIA: Jonas Mortensen
  • PRODUCENT: Sam Bridger
  • GATUNEK: dokumentalny/muzyczny
  • CZAS TRWANIA: 105
  • PRODUKCJA: Wlk. Brytania
  • DYSTRYBUCJA: HAGI FILM

O FILMIE:

Nie zostało na świecie zbyt wiele miejsc, gdzie zespół The Rolling Stones nie występował. Jeszcze zeszłej wiosny jednym z nich była Kuba. Ten porywający film drogi, poświęcony muzyce rockandrollowej, powstał jako zapis trasy Stonesów, którą odbyli na początku 2016 roku po Ameryce Południowej. Jej zwieńczeniem był historyczny występ w Hawanie — na Kubie było to zdarzenie o bezprecedensowej skali.

Każdy występ zespołu to poważne wydarzenie, ale tamten koncert przebił zdecydowanie wszystkie poprzednie. Dzięki temu reżyser Paul Dugdale zyskał świeżą perspektywę, z której mógł przyjrzeć się tej legendzie rocka. The Rolling Stones „przetoczyli się” przez obszar od Santiago po Buenos Aires, a poziom oddania fanów zespołu jego muzyce przybrał tam znamiona oficjalnego kultu. Będąc w São Paulo Ronnie Wood całkowicie zatracił się w sztuce ulicznej; w Mexico City 12-osobowa orkiestra mariachi zagrała utwór Happy, a w Limie Mick wraz z Keithem wspominali prace nad Honky Tonk Women, aby chwilę później wykonać urzekającą interpretację tego utworu w wersji unplugged.

Im bardziej zespół zbliżał się do finałowego koncertu w Hawanie, tym większe napięcie paraliżowało jego organizatorów — występ nie tylko pokrywał się z pierwszą od 88 lat wizytą urzędującego prezydenta USA, ale także doprowadził do utarczki z samym papieżem. Oba te zdarzenia omal nie doprowadziły do anulowania występu. Zaraz po oficjalnym ogłoszeniu, że koncert się odbędzie, fani oszaleli — a mówimy przecież o kraju, w którym przed laty zdarzało się, że ludzie trafiali do więzienia za słuchanie muzyki rockowej.

Dugdale nawiązał z zespołem współpracę bazującą na zaufaniu, a ponadto z dużą łatwością potrafił uchwycić Stonesów poza sceną, gdy są po prostu sobą i niczego nie udają. Od Chile aż po Kubę zespół witany był z takim aplauzem, jaki udawało im się wydobywać z tłumów widzów w latach 60. ubiegłego wieku. Widać to szczególnie wyraźnie w czasie koncertu plenerowego, gdy ich występ zbiega się w czasie z ulewą, której rozmiary są niemal takie, jak biblijnego potopu.

Film The Rolling Stones Olé Olé Olé! jest wypełniony po brzegi najbardziej wielbionymi piosenkami zespołu — to nie tylko wspaniała rozrywka, ale także podróż pełna emocji. Kiedy zespołowi udało się wreszcie spotkać z fanami na Kubie twarzą w twarz, każdy z jego członków odczuł ogromną satysfakcję.

Reżyser o filmie:

„Charlie Watts powiedział mi kiedyś, że to publika spaja zespół. To jest mój czwarty z film z The Rolling Stones i przez cały ten czas zespół dzieli scenę właśnie z publicznością.

Stonesi podczas trasy bardzo chętnie spotykają się z miejscowymi artystami, muzykami czy zwykłymi ludźmi, poznają ich kulturę, przez co film rysuje intymny portret ich wzajemnej relacji. Pamiętajmy, że w wielu z tych krajów Ameryki Łacińskiej rockn’n’roll był kiedyś zakazany. Dlatego symbolika tego rock’n’rollowego wydarzenia, zwłaszcza na Kubie jest ogromna. To święto wolności i buntu, które dla Ameryki Łacińskiej są uosobieniem The Rolling Stones.

Chciałem opowiedzieć tę historię tak, by widz miał wrażenie uczestniczenia w całej wyprawie i możliwość odkrywania kolejnych etapów trasy koncertowej razem z nami. Nigdy do końca nie wiemy co czai się za rogiem i to jest jeden z najważniejszych elementów naszego tournée.”

KINO MILLENNIUM: 16 grudnia, pocz. 20.30

Komentarze...