Opisywanie morderstw jest najbardziej fascynujące. Rozmowa z Piotrem Lianą
access_time 2018-05-18 13:56:00
Zapraszamy Państwa do lektury wywiadu z Piotrem Lianą, tarnowianinem z wyboru, farmaceutą i pisarzem, autorem błyskotliwego debiutu "Persona non grata". Lada dzień ukaże się jego najnowszy kryminał "Echo serca", którego akcja w całości rozgrywać się będzie w Tarnowie.

Pochodzisz z Gorlic, mieszkasz w Tarnowie. Skąd się tu wziąłeś? Czemu wybrałeś akurat Tarnów?

Perspektywy finansowe – o dziwo. Większość młodych ludzi podobno ucieka z miasta, ale w takim zawodzie jak mój Tarnów jest miejscem pożądanym, a przynajmniej był przed dekadą, bo rynek farmaceutyczny też się zmienia. Chodziło mi również o takie miejsce, które jest nieco oddalone od miast akademickich, bo w farmacji, trochę inaczej niż w innych zawodach, zarobki rosną wraz z oddaleniem od wielkich ośrodków. Im mniejsza miejscowość, tym większe zarobki.

Lubisz to miasto?

Uwielbiam. Wszystkim je reklamuję. Parę lat po przeprowadzeniu się do Tarnowa rozmawiałem ze znajomą, która mieszka tutaj od dziada, pradziada i twierdzi, że to miasto nie ma nic ciekawego do zaoferowania. Absolutnie się z tym nie zgadzam. Spójrzmy choćby na krajobraz. Bez względu na to, z której strony wjeżdżamy do Tarnowa, naszym oczom ukazuje się genialny widok. Wjeżdżamy od północy – oglądamy całą starówkę (najlepiej na tle zachodzącego słońca). Wjeżdżamy od południa, od strony Tuchowa, również zastają nas piękne widoki – szczególnie nocą widać obłędnie rozświetlone miasto. Wjeżdżamy od ulicy Krakowskiej, widzimy zarys Katedry, wspaniałą namiastkę wielkomiejskości.

Głównym bohaterem Twojej debiutanckiej książki "Persona non grata" jest tarnowianin – Bożydar Szczocarz, który ukończył botanikę i pracuje jako urzędnik w miejscowym magistracie. Skąd pomysł, żeby główny bohater otrzymał tak oryginalne imię? Jest też Wichrzysława, Faustyna Abramek, Syrach... Imiona oryginalne i rzadko spotykane.

No właśnie dlatego. Większość książek, które obecnie pojawiają się na rynku, opiera się na bardzo powszechnych personaliach, typu Adam Nowak czy Piotr Kowalski. Chciałem kogoś oryginalnego, kto zapadnie w pamięć. Nie wiem, czy pamiętasz taki komiks "Kajko i Kokosz"?

Oczywiście. Wychowałam się na nim.

Lubawa, Mirmił – jak tylko wypowiadam te imiona, od razu wszyscy wiedzą, o czym mowa. Większość pisarzy kryminałów nadaje swoim bohaterom jakieś anglojęzyczne, obcobrzmiące nazwiska. Gdy z kolei przyszła moda na Szwecję, wówczas w polskich książkach zaczęły pojawiać się nowe dziwnobrzmiące nazwiska. Pomyślałem żeby wrócić do korzeni i spróbować zaprezentować coś charakterystycznego dla Polski. Jeśli ktoś z zagranicy sięgnie po taką książkę, lepiej zrozumie klimat tego kraju. Nie będzie czuł się oszukany.

Czy któryś z bohaterów jest Ci szczególnie bliski?

Tak. Uwielbiam panią Orłowską. Nie powinienem mieć swoich faworytów, ale im ktoś jest bardziej znienawidzony przez społeczność, im bardziej zdziwaczały, tym bardziej mi odpowiada. Rozdziały z panią Orłowską pisałem z przyjemnością. Zdarzały się momenty, kiedy inne rozdziały tworzyłem jak najszybciej tylko po to, żeby dojść do pani Orłowskiej. Równie lekko się pisało o Faustynie Abramek, o Wichrzysławie. O wszystkich tych postaciach, które są mocno przerysowane. Najbardziej normalny, ale przez to też najbardziej mdły wydaje się główny bohater, ale od początku było takie założenie, żeby w tym panoptikum znalazł się choć jeden normalny człowiek, z którym czytelnik mógłby się utożsamiać.

"Wiejskie życie kręciło się wokół ludzkich nieszczęść, a frajdę wieśniacy odnajdywali w cudzych klęskach" (s. 427). W "Persona non grata" pokazujesz to, co najgorsze w lokalnych, maleńkich społecznościach, a więc zaściankowość, hipokryzję, ale też pustą religijną fasadowość. Jednocześnie robisz to w szalenie zabawny sposób, bo wszystko podlane jest sosem wytrawnego, czarnego humoru... Dlaczego?

Bo wtedy łatwiej to strawić. To jest humor typu angielskiego, pełen sarkazmu, ironii, podszyty złośliwością. To się czyta miło, dobrze. Z drugiej strony, mimo że przyjemnie jest obserwować to z boku, w gruncie rzeczy obracamy się w tej społeczności i gdy sobie uświadomimy, że ludzie naprawdę są tacy fałszywi, to już przestaje być takie śmieszne. Kilka lat temu w Stargardzie "Personę..." kupił pewien mężczyzna, który właściwie w ogóle nie był zainteresowany kryminałem komediowym, bardziej celował w klimaty mroczne, pokroju Stephena Kinga. Myślałem, że będzie czuł się nieusatysfakcjonowany. Jednak po pewnym czasie dostałem od niego wiadomość na Facebooku, w której podkreślił, że ta książka to dla niego odkrycie roku, a szczególnie zachwyciła go pani Orłowska. Czytał tę książkę w parku i śmiał się do rozpuku, chyba dlatego, że sam miał dokładnie taką samą znajomą. Fikcję odniósł do prawdziwej postaci. Cóż, cudze wady śmieszą nas najbardziej.

Od kilku, może kilkunastu lat trwa moda na kryminały. Kryminał stał się gatunkiem dominującym, jeśli chodzi o literaturę popularną. W czym według Ciebie tkwi fenomen jego popularności?

Mam wrażenie, że powoli wygasa już ta moda na kryminały...

Myślę, że jeżeli chodzi o literaturę popularną, kryminały wciąż są najchętniej czytane. W ogóle, pamiętam jeszcze czasy, gdy przyznanie się kogoś do czytania kryminałów wywoływało ogólne zażenowanie, bo były uznawane za gorszy sort literatury. Dziś ich czytanie jest w dobrym tonie.

Kryminał zawsze był uznawany za literaturę wagonową, lekką, łatwą i przyjemną. Mnie w tym gatunku wciągnęła zagadka. Trafiło na podatny grunt, bo uwielbiam wszelakie gry logiczne. Kryminał jest fascynujący również dla początkującego czytelnika. Moje siostrzenice przygodę z kryminałem również zaczęły od Agathy Christie. To właśnie w jej powieściach czytelnicy podążają za zagadką i jak w reality show zaczynają typować uczestnika, który wygrał, i tego, który jest czarną owcą. Suspens trzyma ich do końca i ta chęć poznania zakończenia. Teraz znów zaczyna się zmieniać wizerunek kryminału. Po modelu szwedzkim popularność zyskuje powieść policyjna. Szczerze mówiąc, w ogóle mnie do niej nie ciągnęło, do czasu aż trafiłem na Mankella. Mimo pierwotnych uprzedzeń, musiałem przyznać, że to kawał dobrej roboty. Choć zagadka kryminalna nie jest w ogóle interesująca, bo morderca wyskakuje jak królik z kapelusza gdzieś na ostatniej stronie, obserwując poczynania policjanta/detektywa, zostajemy wciągnięci w fabułę i zamiast sprawy, która się toczy, obserwujemy raczej jak mu się te wszystkie nitki wymykają z rąk, jak mu się rozwala życie rodzinne i to nas w pewnym momencie zaczyna interesować. Za czasów klasycznych pisarzy, takich jak Conan-Doyle czy Agatha Christie, policjant był specem od wszystkiego, zupełnie pozbawioną wad jednostką. We współczesnej powieści policyjnej widzimy jego drugą, ciemną stronę. Okazuje się, że to człowiek taki jak my, który popada w alkoholizm, rozwodzi się, dzieci nie chcą go znać. I proszę, ten detektyw, który kiedyś był niemalże ideałem, nagle staje się zlepkiem różnych, niekoniecznie pozytywnych emocji. To podoba się czytelnikom.

Jesteś farmaceutą, który z pewnością na brak zajęć nie narzeka. Jak znalazłeś czas na napisanie tak obszernego (663 strony) tomu? Czy to owoc nieprzespanych nocy?

To też. Wtedy byłem tylko magistrem farmacji, teraz jestem kierownikiem i pisanie idzie mi jak po grudzie. Jednak wtedy – pracując na jeden etat, bez nadgodzin, poświęcając się pasji, która wtedy jeszcze pasją nie była, a dopiero się wylęgała – miałem czas na pisanie. Oczywiście zdarzało mi się pracować do późna, ale czułem że ten tekst mnie goni i tęskni za mną. Zdarzały się więc zarwane noce. Bywało tak, że jedną stronę pisałem kilka godzin, ale bywało również i tak, że trafiałem na scenę, która była naprawdę intrygująca i pisała się sama. Odłóż tu wtedy człowieku klawiaturę! Nie dało się. Musiałem pisać do czasu zakończenia danej sceny.

Czy w jakimś stopniu zawód farmaceuty jest pomocny przy pisaniu kryminałów?

Oczywiście, że pomaga. Dzięki posiadanej wiedzy mogę opracować dowolny skład specyfiku i wpleść go w fabułę, bo wiem, jakie będą jego efekty, działania niepożądane itd.

Pisanie to dla Ciebie radosny proces twórczy czy raczej ciężka, rzemieślnicza praca?

Dawniej to był radosny proces twórczy. Obecnie – rzemieślnicza praca. Zresztą Stephen King w poradniku "Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika" zauważył, że to ciężka, siermiężna robota, nizanie kolejnych liter.

Stereotypowy pisarz kryminałów pije dużo kawy, lubi alkohol i namiętnie pali papierosy. Jak jest z Tobą?

Kawa owszem. Natomiast mam inną przyjemność, której z radością się oddaję - jedzenie. Od dawna powtarzam, że żyję po to, żeby jeść i gdy tylko natrafia się okazja do biesiadowania, wszyscy wiedzą, że będę surowym jurorem, a wydarzenie ocenię przez pryzmat jedzenia. W książce również jest bohaterka, która gotuje przez sześćset stron, więc tej swojej pasji nieco na nią przelałem.

Znajdujesz w ogóle czas na czytanie?

Zastanawiam się, czy nie zbliżam się do fazy odrzucenia książek. Choć oczywiście czytam nadal, to brak we mnie tej dawnej intensywności. Mam wrażenie, że w momencie, gdy człowiek zaczyna sam tworzyć, czasami zaczyna mieć już dość liter.

Muszę zadać to pytanie, ulubiony pisarz?

Trudno wybrać. Jeśli chodzi o kryminały, to Agata Christie, za umiejętność tworzenia suspensu. Moje zainteresowania literackie sięgają wszelakich gatunków, może poza fantastyką. Czytam wszystko, od Henry'ego Jamesa, którego elegancki styl z pięknymi, wielokrotnie złożonymi zdaniami uczy posługiwania się językiem, poprzez Irving'a Stone'a, który pisze kapitalne, fabularyzowane biografie, po kryminały, które czytam już jednak coraz rzadziej, i po dzieła popularnonaukowe o eksploracji kosmosu, czy o historii człowieka na ziemi. Czuję, że wszystkie te informacje, które zbiorę, przydadzą się później.

Jak wygląda Twoja strategia pisania? Masz jakieś pisarskie rytuały, przesądy? Jakieś ulubione miejsce do pisania czy porę dnia?

Wszyscy pisarze chwalą się "biurkiem pisarza". Kiedyś zapytano mnie, jak wygląda moje biurko pisarza. Rzecz w tym, że ja nie mam biurka pisarza. Ja w ogóle nie mam biurka. Po prostu biorę laptopa i piszę w różnych pozycjach. Na krześle, na kanapie, siedząc, stojąc i leżąc. Leżąc pisze się szczególnie dobrze, bo leżenie to forma relaksu. To wtedy powstają te rozdziały, gdy czytelnik bierze oddech od akcji. Gdy z kolei scena nabiera rumieńców, trzeba zmienić pozycję.

A czy pisanie kryminału jest przyjemne? Chodzi mi o wymyślanie i opisywanie morderstw?

Opisywanie morderstw jest najbardziej fascynujące. Kiedyś zaczytałem się w komiksie, w którym opis zwłok był szczególnie soczysty, niemal poetycki. To mnie szczególnie uwiodło, łączenie sacrum i profanum. W sumie nawiązuję tu trochę do tradycji barokowej, kiedy to również delektowano się śmiercią. Pisząc o zwłokach, pastwię się nad sceną. Choć mógłbym ją napisać krótko i zwięźle, lubię kiedy trwa i trwa, i trwa... To jest ten moment, gdy czytelnik przeżywa jeden z punktów kulminacyjnych.

"Na podłodze leżało ciało Cezarego. Martwe, zakrwawione, powykręcane, urzekające swym makabrycznym pięknem jak postać z obrazu Boscha. Zastygła twarz zwrócona była w stronę łóżka. Na nim zaś obleczone krwawą powłoczką niczym najdelikatniejszą satyną, spoczywały zwłoki matki." (s.26) – przyznaję, piękne w swojej makabrze.

Lada dzień ukaże się Twoja kolejna, jeszcze bardziej tarnowska powieść "Echo serca"...

Wróciłem do pomysłu, który drążył mnie od dziesięciu lat. Akcja książki rozgrywa się w Tarnowie. Trup ściele się gęsto. Jest mroczno, ponuro, bardzo depresyjnie. Narratorem jest kardiolog, Krzysztof Rota, którego 16-letnia córka zostaje znaleziona martwa w daczy w okolicach Krzyża. Nad jego głową zbierają się czarne chmury – policja, prokuratura i szpital rzucają mu kłody pod nogi. Mimo to lekarz podejmuje nierówną walkę z systemem, bo wierzy, że do śmierci Niny przyczyniły się osoby trzecie.

Dziękuję za rozmowę. A Państwa zachęcam do lektury książek Piotra Liany, nie tylko dlatego, że autor jest tarnowianinem i z pasją pisze o tym mieście, ale przede wszystkim dlatego, że to kawał porządnej, dobrze skrojonej literatury.

Rozmawiała Agnieszka Cichy

 

UWAGA KONKURS!

Dzięki uprzejmości tarnowskiej księgarni Pan Tadeusz, mamy dla Państwa wyjątkowe nagrody: trzy egzemplarze książki "Persona non grata". Każda opatrzona jest dedykacją i autografem autora.

Aby ją zdobyć, wystarczy odpowiedzieć na pytanie, dlaczego akurat wy powinniście otrzymać tę książkę.

Zostawcie komentarz pod postem konkursowym na Facebooku.

Jeśli nie macie Facebooka, odpowiedź prześlijcie wraz ze swoim imieniem, nazwiskiem i numerem telefonu na adres mailowy: konkurs@tarnow.net.pl w temacie wiadomości wpiszcie "Persona non grata".

Na nadsyłanie zgłoszeń macie czas do środy 23 maja do godziny 15:00.

ZE ZWYCIĘZCAMI SKONTAKTUJEMY SIĘ TELEFONICZNIE LUB MAILOWO.

 

Polecamy również zakup książki w księgarni "Pan Tadeusz", gdzie jest w promocyjnej cenie:

http://www.pantadeusz.eu/ksiazka/Liana-Piotr/Persona-non-grata,89556202276KS
https://www.facebook.com/PanTadeusz.eu/

 

Komentarze...